Gala w Pionkach: Solidny boks ze skandalem w tle.

Pajacyk od wielu lat dożywia dzieci. Pamiętaj, że kliknięcie w brzuszek, to pierwszy krok, by pomóc dzieciom.

W miniony piątek byliśmy świadkami gali organizowanej przez Tymex Boxing Promotion Mariusza Grabowskiego która odbiła się szerokim echem we wszelkiego rodzaju mediach społecznościowych. Nie dziwiłby fakt, gdyby stało się tak za sprawą świetnego poziomu sportowego, bowiem wielokrotnie polskie gale stawały na wysokości zadania serwując wyśmienite pojedynki obfitujące w emocje, których nie powstydziłaby się nowojorska Madison Square Garden. Jednak fenomen popularności zdarzenie to zawdzięcza Arturowi Szpilce i jego hejterowi który na łamach portalu Twitter podpisywał się jako Ajtuj Szminka. Za nim jednak przejdę do oceny tego skandalu chciałbym skupić się na sportowych walorach gali Tymex. To na niej właśnie mogliśmy podziwiać występy Damiana Wrzesińskiego, Braci Gibadło, Marcina Siwego czy wracającej po dłuższej przerwie Sashy Sidorenko. Głównie te 3 pojedynki ogniskowały moją uwagę nie licząc oczywiście pozakulisowego starcia Szpilka vs Hejter. Jako że damy mają pierwszeństwo zacznę od Pani Sidorenko.

Sasha Sidorenko podejmowała niezwykle waleczną i nieustępliwa Karinę Kopińska, która w swojej karierze dwukrotnie mierzyła się z Ewą Piatkowska mistrzynią świata WBC czy też wspaniałą Katie Taylor uważana za najwybitniejszą pieściarkę w historii. Pojedynek przebiegał tak jak można się było tego spodziewać. Znana z nieustępliwego stylu Kopińska raz po raz nacierała na swoją rywalkę szukając półdystansu i mocnych ciosów zarówno na korpus jak i na głowę. Sasha Sidorenko robiła to co potrafi najlepiej: schodziła z linii ciosu, nie wdawała się w niepotrzebne wymiany i skrzętnie korzystała z każdej okazji do skontrowania Kariny. Warto wspomnieć, iż był to pojedynek rewanżowy tych pań, wynik jego natomiast nie przyniósł wyczekiwanego przez Kopińską wyrównania rachunków, która i tym razem musiała uznać wyższość rywalki przegrywając po raz drugi w ten sam sposób czyli jednogłośna decyzja sędziów.

Niewątpliwie najbardziej zacięta walkę tej gali było starcie Gibadło vs Gromadzki. Popularny “Zadyma” był bez dwóch zdań największym wyzwaniem w dotychczasowej karierze Stanisława Gibadło. Rzucony na głęboka wodę Stanisław, zdaniem wielu nie przystępował do pojedynku jako faworyt. Tomek Gromadzki to sprawdzona “firma” w świecie polskich sportów walki znakomity kickboxer, twardy bokser i finalnie człowiek który nigdy nie unika wyzwań. Walka była niezwykle wyrównana prawdę mówiąc każdy wynik czy zwycięstwo, czy przegrana czy remis wchodził w rachubę. Starcie od pierwszego gongu przypominała walkę matadora z Bykiem. Bykiem oczywiście był Gromadzki, natomiast matadorem zręcznie unikającym jego ataków był Gibadło. Stanisław nie miał łatwej roboty, zawodnicy jak Gromadzki do końca są niebezpieczni, nie można pozwolić sobie na chwilę nieuwagi ponieważ jedna niepotrzebna wymiana może skończyć się przegrana przez nokaut. Po mocnej twardej i męskiej walce góra według sędziów punktowych był Gibadło, jednak jak już zaznaczałem wcześniej gdyby wygrał Gromadzki również nie moglibyśmy mówić o skandalu.

Niespodziewanie dla wielu w tym również mnie potoczyła się walka Marcina Siwego z Kamilem Bodziochem. Starcie wykreowane przez fanów, którzy podchodzili do niego w sposób szyderczy przez wiele miesięcy na Twitterze, Facebooku czy Instagramie ku ich uciesze stało się rzeczywistością. Było dla mnie zaskoczeniem, iż Mariusz Grabowski zdecydował się na nie konfrontując ze sobą dwóch niepokonanych zawodników swojej grupy promotorskiej, jak wiemy bowiem rekordy lepiej sprzedają się za granicą a zabranie któremuś z panów przysłowiowego zera w rekordzie wiąże się z zepsuciem rekordu i gorszych prognozach walk za większe sumy choćby w Wielkiej Brytanii. Co do pojedynku, nie można zbyt wiele o nim powiedzieć, skończył się już w pierwszej otwierającej go rundzie. Po serii mocnych ciosów na korpus wyprowadzanych przez Marcina Siwego Bodzioch skrzywił się, znacznie obniżając swoją gardę i chroniąc zraniona już wątrobę. Medalista mistrzostw świata nie przepuścił tej okazji i wyszedł ciosem na górę który sprawił, iż Bodzioch zaliczył pierwsze deski w karierze. Sędzia wyliczył go do 8 po czym wznowił walkę. Można było zaobserwować, iż Bodzioch nie zdążył się zregenerować a nieubłagany koniec nadchodzi wielkimi krokami. Długa seria Marcina Siwego, który zamknął Kamila na linach i 3 mocne prawe sierpowe dopełniły całości, a sędzia dbając o zdrowie zawodnika, który nie odpowiadał zza podwójnej gardy zmuszony był przerwać pojedynek. Wielu ludzi uważało iż sędzia zrobił to zbyt szybko ja jednak uważam, że była to dobra decyzja, która zaoszczędziła Bodziochowi sporo zdrowia. Mistrzem Twitter Boxing został Marcin Siwy, który odebrał pas mistrzowski specjalnie przygotowany przez internautów odpowiedzialnych za to przedsięwzięcie.

Najjaśniejszym punktem gali w Pionkach, był moim zdaniem występ Damiana Wrzesińskiego, który pokazał się z bardzo dobrej strony. Jego przeciwnik legitymizujący się rekordem zbliżonym do Polaka musiał uznać wyższość Damiana już w 4 rundzie kiedy to po lewym sierpowym runął na deski, a sędzia zakończył pojedynek. Sama walka zaś od pierwszej rundy toczyła się pod dyktando Polaka, który był szybszy od swojego rywala świetnie kontrował i wielokrotnie naruszał odporność Wenezuelczyka. Pas międzynarodowego mistrza Polski zostaje w Polsce jakkolwiek to brzmi.

Końcowym akcentem mojego felietonu będzie sytuacja, która z boksem miała niewiele wspólnego. Artur Szpilka, mający stać w narożniku swojego przyjaciela Kamila Bodziocha opluł swojego hejtera wspomnianego wyżej inicjatora akcji Siwy vs Bodzioch. Myślę, iż nie ma się co zbytnio rozwodzić nad tą sytuacją, stanowczo zasługuje ona na potępienie i przy całej sympatii do Artura Szpilki sądzę że nie powinien on się tak zachować z dwóch powodów. Po pierwsze, jest człowiekiem który w sporcie coś znaczył, wypunktował Tomka Adamka, był pretendentem do tytułu WBC który wysoko zawiesił poprzeczkę siejącemu do niedawana postrach królewskiej kategorii Deontayowi Wilderowi. Zachowanie tego typu nie przystoi sportowcowi, który reprezentował nie tylko siebie ale też całą Polskę na arenie międzynarodowej. Po drugie zaś, zdarzenie to ujawniło jak łatwo jest Artura sprowokować i doprowadzić go do stanu w którym nie może nad sobą zapanować. Pomijając kwestie estetyczne, w zawodowym sporcie trzeba być chłodnym i wyważonym, nie ma tu miejsca na szczeniackie prowokacje, bowiem każda będzie wykorzystana przez rywala. Myślę iż idealnie sytuację i całe to zajście podsumował ceniony dziennikarz i człowiek wielkiej kultury Pan Janusz Pindera który powiedział że “Czasy Płaszcza i Szpady, kodeksu Hammurabiego czy wymierzania przemocy za pomocą rewolweru przez Wyatta Earpa odeszły dawno i bezpowrotnie”

Miłośnik boksu od najmłodszych lat, kiedy miał okazję podziwiać Tomka Adamka czy braci Kliczko. Były zawodnik kickboxingu, medalista mistrzostw Polski, czarny pas w kickboxingu, były kadrowicz spełniający się obecnie w sporcie na innej płaszczyźnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Wpisz swoję imię