MICHAŁ CIEŚLAK: “JESTEM ZNIESMACZONY ZACHOWANIEM PROMOTORÓW”

Michał Cieśak po przylocie do Polski (Damian Burzykowski/NewsPix)
Michał Cieśak po przylocie do Polski (Damian Burzykowski/NewsPix)
Pajacyk od wielu lat dożywia dzieci. Pamiętaj, że kliknięcie w brzuszek, to pierwszy krok, by pomóc dzieciom.

W zeszły piątek (31/1/20) Michał Cieślak (19-1, 13 KO) zmierzył się z Ilungą Makabu (27-2, 24 KO) o wakujący pas WBC wagi junior ciężkiej i przegrał na punkty. Walka odbyła się w stolicy Kongo, a opowieści promotorów – Tomasza Babilońskiego i Andrzeja Wasilewskiego – mroziły krew w żyłach polskich kibiców przez kilka dni. Jednak okazuje się, że było calkiem inaczej…

TEKST O UCIECZCE Z KONGO: CIEŚLAK vs MAKABU: PAS ZOSTAJE W KONGO!

Całkiem inną wersję wydarzeń przekazał wczoraj, w rozmowie dla weszlo.com, sam Michał. Stwierdził, że większość opowiadań duetu promotorów możemy wsadzić pomiędzy bajki i jest mocno zawiedziony postawą Tomasza Babilońskiego.

“Przepraszam, muszę przerwać. Nie ruszyli z żadnymi pieniędzmi, wszystkie pieniądze zostały w depozycie w hotelu. To, co jest opowiadane to jest jedna, wielka bajka. My do Polski wzięliśmy tyle, ile mogliśmy wziąć, czyli po 10 tysięcy dolarów na osobę, reszta została i ma być dopiero jakoś przelana. Te historie o ucieczce z plecakiem pieniędzy przez granicę to jedna wielka bajka. Jestem delikatnie rozczarowany zachowaniem Tomka Babilońskiego. Andrzej Wasilewski nie jest moim promotorem, chciał wyjechać, to wyjechał. Ale Tomek jest moim promotorem, jesteśmy związani od dawna. Sam załatwiał tę walkę, sam za tym wszystkim chodził. Mnie wywiózł do Kongo, mnie tam zostawił i ja się czuję bardzo rozczarowany i zawiedziony taką postawą. Jak ja z kimś jestem, to na dobre i na złe, a nie jak coś się dzieje, to ktoś mnie zostawia na lodzie. Ja o tym wszystkim nie wiedziałem, dowiedziałem się dopiero po walce.” – powiedział podczas rozmowy z Kacprem Bartosikiem i Janem Cioskiem.

Michał Cieślak ze swoim narożnikiem i promotorem Wasilewskim. (AW/Twitter)
Michał Cieślak ze swoim narożnikiem i promotorem Wasilewskim. (AW/Twitter)

Był również zaskoczony opowieściami Tomka Babilońskiego o kradzieżach i niebezpieczeństwie jakie czycha na nich z każdej storny. Zapewnił, że przez cała podróż mieli zapewnioną ochronę i mieli cały czas dobra eskortę.

“Z mojej perspektywy to chyba nie, myślę, że byliśmy zabezpieczeni tak, jak powinniśmy być. Wiadomo, że Demokratyczna Republika Kongo to niebezpieczny kraj, ale nie ma co przesadzać. Cały czas byliśmy pod ochroną, mieliśmy eskortę. Wiadomo, nie wychodziliśmy z hotelu. Ja skupiałem się tylko na walce. Ale całego wyjazdu nie da się opisać, trzeba to było samemu przeżyć.” – dodał zapytany o bezpieczeństwo.

Michał zapewnia jednak, że ta cała otoczka nie miała żadnego wpływu na to jak zaprezentował się w ringu. Jednak ma żal, że nikt nie przypilnował innych rzeczy, które działy się wokół.

“Myślę, że w ringu nie. Ale obok, jak najbardziej. Kto miał pilnować tego czasu i interweniować?! Trener, który był ze mną w narożniku i musiał się mną zajmować? Cutman? Nie było osoby, która mogłaby w tej sprawie zainterweniować i zrobić porządek z sędzią od czasu.” – mówił Cieślak.

Swierdził, że głównym problemem była cała organizacja tego wyjazdu i walki. Nie szczędził w swoich wypowiedziach promotorów.

“Dla mnie to był jeden, wielki cyrk. Poważni ludzie, poważni promotorzy, a to wszystko było zorganizowane, cały ten wyjazd, delikatnie mówiąc wszystko, co się tam działo, było niepoważne. Delikatnie mówiąc…” – stwierdził Michał.

Michał Cieślak i Andrzej Wasilewski podczas konferencji prasowej przed walką z Makabu. (Babilon Promotion/FB)
Michał Cieślak i Andrzej Wasilewski podczas konferencji prasowej przed walką z Makabu. (Babilon Promotion/FB)

 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments