WBSS: Łotewski przekręt. Co poszło nie tak?

Mairis Briedis uderza Krzysztofa Głowackiego łokciem podczas walki. (fot. materiały własne)
Mairis Briedis uderza Krzysztofa Głowackiego łokciem podczas walki. (fot. materiały własne)

Na wczorajszy dzień wyczekiwali z radością wszyscy kibice boksu w Polsce. Miał być on wielkim świętem ze względu na to, że Krzysiek Głowacki (33-2, 19 KO) mógł wygrać z Mairisem Briedisem (26-1, 19 KO), przedostać się do finału World Boxing Super Series i zdobyć dwa pasy mistrzowskie WBC i WBO.

Jednak tak się nie stało, a problemy zaczęły pojawiać się już od samego rana…

Pierwszą niepokojącą informacją było wycofanie się organizacji World Boxing Council z sankcjonowania walki. Pierwsze plotki mówiły o tym, że WBSS nie postanowiło zapłacić wystarczająco dużo pieniędzy za ich udział w imprezie. Jednak kilka godzin później Mauricio Sulaiman, czyli prezydent WBC oznajmił, że ma to związek z tym, że WBSS próbuje podstawić swoich sędziów.

Drugą niepokojącą informacją było podanie obsady sędziowskiej pojedynku. Co prawda wszyscy obawiali się o to, że sędziować z boku ringu będzie, znana z kontrowersyjnych werdyktów, Adalaide Byrd. Nikt się jednak nie spodziewał, że wynik pojedynku wypaczy jej mąż, doświadczony sędzia ringowy, Robert Byrd.

Walka zakończyła się przegraną Krzysztofa Głowackiego w 3 rundzie przez nokaut techniczny, ale co jest najbardziej niepokojące – upokorzeniem Krzyśka jako sportowca, napluciem w twarz całemu jego zespołowi oraz polskim kibicom, którzy pojawili się w Rydze.

Wczoraj nie miałem ochoty pisać więcej o tym co się wydarzyło niż w formie newsa, bo byłem naprawdę zdenerwowany. Dziś jednak emocje już lekko opadły i postanowiłem z chłodną głową przyjrzeć się wydarzeniom poprzedniej nocy.

Pierwsza runda zaczęła się normalnie, jak w wielu walkach, które oglądamy co tydzień. Można nawet powiedzieć, że układała się po myśli Polaka, który często trafiał lewą ręką.

Cała farsa i dramat zaczęły się w drugiej rundzie, gdy sędzia ringowy stracił kontrolę nad pojedynkiem…

Uderzenie łokciem.

W drugiej rundzie Łotysz zadał cios łokciem w szczękę Polaka. Nastąpiło to po tym jak Krzysiek w ferworze walki sfaulował i uderzył w tył głowy Briedisa, który rozwścieczony postanowił ukarać go uderzeniem Muay Thai na czubek szczęki.

Po tym ciosie Krzysztof położył się z bólu na macie ringu. Byrd w tym momencie powinien przerwać walkę i dać czas Polakowi na dojście do siebie. Ten jednak klepnął go w plecy i powiedział, że jak ten nie wstanie to przerwie walkę na korzyść Łotysza.

Błędem sędziego było również to, że nie przerwał walki po pierwszym faulu by ukarać Polaka ostrzeżeniem lub nawet odebraniem punktu. To by mogło powstrzymać resztę wydarzeń.

Nie przerwanie rundy po gongu kończącym.

Na koniec tej samej rundy doczekaliśmy się kolejnej kontrowersji. Sędzia Byrd nie słyszał gongu kończącego rundę w wyniku czego naruszony już Krzysztof Głowacki przyjmował mocne ciosy przez kolejne 9 sekund. Co prawda Polak też próbował bić, ale nie możemy się spodziewać, że będzie stał i przyjmował na czysto.

Zaliczenie nokdaunu, który nastąpił po końcu rundy.

Ciosy przyjęte w dodatkowym czasie rundy spowodowały, że Polak ponownie zaliczył ciężki nokdaun. Byrd popełnia kolejny błąd i zaczyna liczyć Głowackiego mimo protestów oficjeli pod ringiem oraz narożnika Polaka.

Po tym jak nasz zawodnik się podniósł, ringowy próbował nawet wznowić walkę mimo, że było już jakieś 20 sekund po zakończeniu rundy. Dopiero uwagi ludzi, którzy prowadzili galę spowodowały, że ogłosił koniec drugiego starcia.

Oczywiście ten nokdaun i wszystkie ciosy, które przyjął Głowacki spowodowały, że w trzeciej rundzie nie był w 100% sobą, bo po prostu nie zdołał się zregenerować.

Obecność trenera Bredisa w ringu przed zakończeniem walki.

Kolejnym przewinieniem, którego nie zauważył sędzia Byrd było pojawienie się trenera Łotysza w środku ringu, aż dwa razy zanim sędzia ogłosił koniec walki lub rundy.

Pierwszy raz gdy sędzia nie konczył 2 rundy widać jak trener Briedisa wskakuje na ring po czy go opuszcza.

Na zdjęciu widać trenera Łotysza w ringu jeszcze znaim Krzysztof Głowacki upadł na matę. (fot. materiały własne)
Na zdjęciu widać trenera Łotysza w ringu jeszcze znaim Krzysztof Głowacki upadł na matę. (fot. materiały własne)

Drugi raz sytuacja się powtórzyła w trzeciej rundzie. Dalej zamroczony Głowacki próbował iść na szaloną wymianę. Został po raz kolejny trafiony i padł na deski. Sędzia rozpoczął liczenie i gdy Krzysztof wstał i chciał oznajmić, że jest w stanie dalej walczyć to w ringu znajdował się już trener Briedisa. Jest to zakazane i to jest główny powód dla, którego powinien on zostać zdyskwalifikowany. Widzieliśmy to już w innych walkach jak np. Molina vs Kirkland.

Wywiad po walce.

Na uwagę również zasługuje zachowanie Briedisa po walce. W krótkim wywiadzie, którego udzielił jeszcze na ringu stwierdził z uśmiechem na ustach, że cios łokciem zadam umyślnie, bo był zły za faul Krzysztofa. Dodatkowo potwierdził, że słyszał gong kończący walkę, ale postanowił i tak dalej wyprowadzać ciosy.

To, że kontynuował walkę mogę zrozumieć, bo to sędzia musi dać komendę stop – wczoraj jednak tego nie zrobił.

Rozbiawiony Briedis opowiada o tym, że uderzył łokciem celowo i słyszał gong kończący walkę. (fot. materiały własne)
Rozbiawiony Briedis opowiada o tym, że uderzył łokciem celowo i słyszał gong kończący walkę. (fot. materiały własne)

Podczas konferencji prasowej po walce, organizator turnieju Kalle Sauerland został przyciśnięty przez polskie media i przyznał, że był błąd sędziego jednak nie ma w tym winy Łotysza i nie odbiorą mu wygranej.

Protest?

Opcją jest wysłanie protestu do organizacji World Boxing Organization, która sankcjonowała ten pojedynek jako mistrzowski. Jednak prawdopodobnie i to nie da żadnego rezultatu, bo WBO ogłosiło już oficjalnie swojego nowego mistrza.

Oczywiście obóz Polaka może zgłosić protest i wysłać go oficjalnie do łotewskiego związku boksu zawodowego, który organizował walkę. Jednak czy coś z tego wyniknie? Prawdopodobnie nie.

Jak zawsze jestem również ciekaw waszych opinii na temat tego co się wydarzyło. Zapraszam was do kulturalnej i merytorycznej dyskusji w komentarzach pod artykułem.

DP

Dodaj komentarz