“Wojna Domowa” – Radczenko weryfikuje Balskiego

Jedną z głównych atrakcji gali w Radomiu miało być starcie Adama Balskiego (13-0, 8 KO) i Siergieja Radczenki (7-3, 2 KO). Radczenko dał się poznać polskim kibicom walką z Krzysztofem Głowackim gdzie był bardzo blisko wygranej przed czasem z byłym Mistrzem Świata. Siergiej był o krok od sprawienia sensacji, gdy rzucił Głowackiego na deski, ten jednak pomimo że był poważnie zraniony, pokazał po raz kolejny serce mistrza, przetrwał kryzys i wygrał na punkty.
W kolejnej walce Radczenko stanął naprzeciwko Michała Cieślaka, który nie zlekceważył przeciwnika i bezpiecznie wygrał z nim na punkty. Ten ostatni pojedynek jest istotny, ponieważ Michał Cieślak i Adam Balski są uważani za naszych najbardziej perspektywicznych prospektów wagi junior ciężkiej, więc konfrontacja z Ukraińcem jest dla nich niejako pojedynkiem korespondencyjnym.

Przechodząc do samej walki od początku można było zaobserwować kontrast w stylu obu zawodników. Radczenko, zapewne świadom swojego przygotowania kondycyjnego, walczył bardzo ekonomicznie, powoli podążając za Polakiem i selekcjonując ciosy. Natomiast Balski, niestety zaprezentował po raz kolejny niezrozumiały  sposób boksowania. Adam wykonywał niesamowicie dużo niepotrzebnej pracy, pozostawał cały czas w ruchu będąc i tak poza zasięgiem Radczenki, zmieniał pozycję ale nie wykonywał w odwrotnym ustawieniu żadnych działań, wykonywał mnóstwo przyruchów i zwodów, wszystko to na tle bardzo statycznego przecież rywala.
Co istotne, nie przekładało się to w żaden sposób na skuteczność ofensywy Adama, który trafiał bardzo mało i wyraźnie nie miał pomysłu jak dobrać się do skóry przeciwnikowi. Jego ciosy w zdecydowanej większości jedynie skrobały gardę Radczenki. Ukrainiec z kolei w swoim ekonomicznym stylu był w stanie doprowadzać skuteczniejsze uderzenia, wcześnie sprawiając, że prawe oko Balskiego zaczęło puchnąć. W drugiej części pojedynku dało się zauważyć, że staje się to dla Adama problemem i przestaje on zauważać ciosy z lewej ręki, dlatego wchodził w półdystans z szczelnie zasłoniętą prawą stroną głowy.

Kulminacyjny moment pojedynku nastąpił w ostatniej, dziesiątej rundzie, gdy na samym jej początku Balski dał się złapać czystym lewym sierpem i upadł na deski. Wstał, ale widać było, że jest bardzo poważnie naruszony.

To co wydarzyło się w kolejnych dwóch minutach, pretenduje do miana najdziwniejszej rundy roku. Balski na ostatnich nogach zataczając się po ringu, nie klinczując, przyjmował wszystko co był w stanie zadać Radczenko. Ten z kolei, był tak wyczerpany, że w drugiej minucie tego bombardowania nie był już w stanie wyprowadzać ciosów. I tak aż do ostatniego gongu, Balski chodził jak Tong-Po z rękami w górze przyjmując bez gardy ciosy krańcowo wyczerpanego Ukraińca, nie mającego siły na wykończenie przeciwnika.

W przekroju całego pojedynku, punktowe zwycięstwo Balskiego zostawiło kibiców z co najmniej mieszanymi uczuciami. Trzeba też podkreślić, że praca sędziego ringowego była w tym pojedynku lekko mówiąc, dyskusyjna. Gdyby w  ósmej rundzie role były odwrócone, bez wątpliwości Ukrainiec zostałby błyskawicznie poddany.

Dodaj komentarz