100 WALK, KTÓRE MUSISZ ZOBACZYĆ #8: ERIK MORALES – MARCO ANTONIO BARRERA I

Morales - Barrera I

Pajacyk od wielu lat dożywia dzieci. Pamiętaj, że kliknięcie w brzuszek, to pierwszy krok, by pomóc dzieciom.

19 lutego 2000 roku w Las Vegas odbył się pojedynek pomiędzy Erikiem Moralesem a Marco Antonio Barrerą. W stawce pojedynku były pasy WBC i WBO wagi superkoguciej.

Walka ta zdobyła później tytuł walki roku magazynu “The Ring”.

  • DATA: 19.02.2000
  • MIEJSCE: LAS VEGAS, NEVADA, USA
  • WYNIK: MORALES SD

Morales, zwany przez wielu “El Terrible” przystępował do pojedynku z perfekcyjnym rekordem 35-0 (28KO), jego rywal natomiast szczycił się dorobkiem 49-2 (36 KO).

Już od pierwszego gongu mogliśmy się spodziewać prawdziwej wojny. Obaj pięściarze ruszyli do ataku od początku, nie kalkulując. Barrera wydawał się być nieco szybszy w tej rundzie, kilka razy wyprzedzając Moralesa. Pod koniec rundy Marco uderzył poniżej pasa, co zirytowało Erika. Bardzo dobre otwierające starcie.

Runda druga rozpoczęła się nieco spokojniej, lecz po chwili się to zmieniło. Barrera zaczął trafiać kapitalnymi kombinacjami, którymi pochwalił się już w pierwszej odsłonie walki. Morales ewidentnie miał problem z utrzymaniem tempa, które narzucił mu przeciwnik. Barrera często blokował ciosy Moralesa na rękawicach, a sam trafiał czysto kombinacjami, różnicując płaszczyzny ciosów “góra-dół”. Runda bezsprzecznie dla Barrery.

Na początku trzeciego starcia Barrera świetnie skontrował Moralesa, umieszczając na jego wątrobie potężny lewy hak. Morales starał się uspokoić nieco walkę, lecz nieustanna presja rywala skutecznie mu w tym przeszkadzała. Kiedy trafił, Barrera oddawał kombinacją, konsekwentnie rozbijając wątrobę Moralesa. Dobra końcówka posiadacza pasa WBC, lecz była to kolejna runda, gdzie to mistrz świata WBO trafiał czyściej i mocniej.

Do czwartej rundy Morales wyszedł bardziej rozluźniony, co dało dobry efekt – zaciągnął rywala pod liny i trafił mocnym prawym. Po chwili poślizgnął się na macie ringu i jego chwilowa dominacja została przerwana. Barrera bardzo szybko odzyskał właściwy rytm i w połowie rundy to Morales był przy linach i bronił się przed kombinacjami rywala. Barrera kontynuował obijanie korpusu Moralesa, kilka razy nawet uderzając zbyt nisko, co jednak zostało bez zdecydowanej reakcji sędziego.

Runda numer pięć. Fenomenalny prawy Barrery zranił Moralesa, który wylądował na linach i próbował odeprzeć atak. Po chwili jednak byli już na środku ringu i to Barrera był w tarapatach po kilku kombinacjach Erika. Po raz pierwszy w tym pojedynku zobaczyliśmy Marco tylko broniącego się pod naporem ciosów rywala. Nie trwało to jednak długo. Po chwili urwał się i teraz to on zapędził oponenta pod liny, częstując go potężnymi trafieniami. Pod koniec rundy obaj wydawali się odczuwać trudy pojedynku, co przy takim tempie nie mogło dziwić. Co za fantastyczna odsłona!

Początek następnego starcia to podobnie jak końcówka wcześniejszego – nieco zwolnione tempo, lecz to w pełni zrozumiałe. Barrera konsekwentnie bił lewy na wątrobę, lecz widocznie zwolnił tempo w porównaniu do wcześniejszych rund. W końcówce częściej do głosu dochodził Morales, który zachował więcej sił.

Siódma runda zaczęła się od ataku Moralesa, jednak Barrera przypomniał o swoim lewym haku i nieco ostudził zapędy rywala. Marco po chwili trafił czystym prawym i Erik wylądował przy linach, jednak nie na długo. Kilkanaście sekund później wrócili na środek ringu i znów Morales był stroną dominującą. Barrera wyglądał na coraz bardziej zmęczonego, wolniej poruszał się na nogach, lecz w końcówce kilka razy kapitalnie trafił Moralesa.

W ósmym starciu już na początku potwierdziło się to, że Erik Morales zachował więcej sił, nacierał na Barrerę, był bardziej aktywny na nogach i zadawał więcej ciosów. Tak wyglądało większość rundy, lecz ostatnie 10 sekund to niespodziewane natarcie Barrery, które przyniosło efekty – kilka razy czysto trafił Moralesa, który ewidentnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw mając rundę pod kontrolą.

Pierwsza minuta kolejnej odsłony walki to dominacja Barrery, który znów miał rywala przy linach. Po 60 sekundach Morales wyszedł z kryzysu i kilka razy mocno trafił przeciwnika ciosami na korpus, a następnie wyrzucił w jego stronę dobre kombinacje. Ostatnie sekundy, podobnie jak we wcześniejszej rundzie, to znów zryw Barrery, który ponownie zaskoczył Moralesa.

W dziesiątym starciu Barrera widocznie “stracił” nogi i wyczekiwał na skontrowanie rywala mocnym ciosem, co kilka razy mu się udało. Świetna ostatnia minuta, gdzie obaj wymieniali się potężnymi kombinacjami. Końcówkę standardowo “zaznaczył” Marco, lecz to nie wystarczyło by zapisać mu tę rundę – Erik był szybszy, aktywniejszy i bardziej lotny na nogach.

W przedostatniej, jedenastej odsłonie pojedynku to Morales znów był stroną aktywniejszą, choć kilka razy ciosy Barrery na korpus dały się Erikowi we znaki, chwilowo go stopując. W końcówce Marco znów spróbował przyspieszyć, lecz nie wszystkie ciosy dotarły do celu i nie zrobiło to takiego wrażenia jak we wcześniejszych rundach.

Ostatnia runda. Idealnie zaczął Barrera, przyspieszając i trafiając Moralesa kombinacjami, zaznaczając ciągle ciosy na korpus. Kiedy wydawało się, że Marco będzie stroną atakującą w tym starciu, Erik wrócił i coraz częściej dochodził do głosu i trafiał czysto skrajnie zmęczonego już rywala. Barrera nie zamierzał jednak kończyć tak tej walki – ruszył do ataku i ulokował na szczęce rywala potężny lewy, po którym Morales znów był przy linach i zaczął się cofać pod naporem ilości ciosów. Około pół minuty przed końcem Morales przyklęknął, a sędzia zaczął go liczyć. Niezadowolony, kręcił głową w stronę sędziego, przekonując że było to poślizgnięcie. Od razu po liczeniu ruszył do ataku i do końca pojedynku mieliśmy nieustanną wymianę ciosów z obu stron.

Co za walka!

Sędziowie punktowali 114-113 i 115-112 dla Moralesa, a jeden 114-113 dla Barrery. A więc niejednogłośną decyzją sędziowską wygrał Erik Morales.

Przez wielu ten werdykt uważany jest za niesłuszny, ja jednak podzielam zdanie dwóch pierwszych sędziów, sam punktowałem 114-113 dla Moralesa. Zdaję sobie jednak sprawę, że była to bardzo ciężka walka do oceniania, więc szanuję zdanie ludzi, którzy mieli werdykt w inną stronę.

 

 

Dodaj komentarz