Artur Szpilka. Życie zaczyna się po trzydziestce?

Artur Szpilka na sali treningowej. (fot. materiały prasowe)
Artur Szpilka na sali treningowej. (fot. materiały prasowe)

Niewątpliwie kiedy kibic bokserski słyszy nazwisko Szpilka, przez jego umysł przebiega wiele myśli i budzą się silne emocje. Jak każda kontrowersyjna postać Artur ma swoich wiernych fanów jak również przeciwników, niekiedy hejterów. Dziś pozwolę sobie poddać ocenie karierę popularnego Szpili i możliwie jak najbardziej obiektywnie ocenić dotychczasowe dokonania Artura.

Artur Szpilka urodził się 12 Kwietnia 1989 roku, wychowywał się bez ojca, który kiedy Artur miał 2 lata odebrał sobie życie. Jak sam przyznaje matka odegrała i odgrywa bardzo ważną rolę w jego życiu, za którą Artur jest niezmiernie wdzięczny.

Lata młodzieńcze obfitowały w bójki. Artura z pewnością nie zaliczyli byśmy do “grzecznych chłopców”. Szpila po latach wspomina że prowadził swego rodzaju notes w którym zapisywał wyniki szkolnych bójek. Artur zaznaczył również że czytając biografię Darka Michalczewskiego, natrafił na zdanie iż Tiger chciał być najlepszy w swoim roczniku. Mimo wzajemnej niechęci Arturowi przypadła do gustu idea która przyświecała Michalczewskiemu.

Artur na salę bokserska trafił przypadkiem. Jako kibic przez duże K Wisły Kraków bardzo często popadał w konflikty z ludźmi ze środowiska “Czarnych Koszul” czyli kibiców Cracovii. Włodzimierz Ćwierz trener boksu zaproponował zwaśnionym stronom rozwiązanie walki w sposób sportowy. Areną zmagań była bokserska sala. Artur mimo braku doświadczenia, wygrał zdecydowanie swą pierwszą w życiu bokserska walkę i zapałał miłością do boksu.

Artur szybko wygrywał lokalne zawodowy, na mistrzostwach Europy kadetów zajął drugie miejsce. Pojechał na nie jak się później okazało w zastępstwie gdyż bezpośrednio przed zawodami ciężko znokautował na sparingu wytypowanego na zawody kolegę. Artur mając 19 lat wywalczył mistrzostwo Polski, wygrał również turniej o złotą rękawice Wisły. Nie mało brakowało by Szpila spełnił swoje największe amatorskie i pojechał na Igrzyska Olimpijskie, niestety trochę zabrakło, a Artur tym samym zdecydował się na karierę zawodową.

Wojciech Bartnik (z lewej) przed niedoszłą w 2009 roku walką z Arturem Szpilką. Z ceremonii ważenia "Szpila" został doprowadzony do odsiedzenia wyroku. (Fot. Krzysztof Szymczak/Polskapresse)
Wojciech Bartnik (z lewej) przed niedoszłą w 2009 roku walką z Arturem Szpilką. Z ceremonii ważenia “Szpila” został doprowadzony do odsiedzenia wyroku. (Fot. Krzysztof Szymczak/Polskapresse)

Pierwsze 5 walk zawodowych wygrał zdecydowanie, szedł od zwycięstwa do zwycięstwa. W swej 6 walce miał spotkać się z ostatnim medalista olimpijskim polskiego boksu Wojciechem Bartnikiem. Los jednak chciał inaczej Artur podczas ceremonii ważenia został wprowadzony przez Policję… By odpokutować swą winę spędzając 15 miesięcy w zakładzie karnym w Bieszczadach.

Artur na ring powrócił w 2011 roku już nie jako cruiser, lecz zawodnik królewskiej kategorii ciężkiej. W pierwszej rundzie ciężko nokautując niepokonanego Bośniaka. Trzecia walka w heavyweight również skończyła się przed czasem na korzyść Szpili, który odprawił z kwitkiem doświadczonego Owena Becka. W swej trzeciej walce Artur zmierzył się z wielkim Davidem Saulsberrym który ważył ponad 120 kilo. Do dziś uśmiecham się kiedy przypominam sobie wypowiedź Artura :”Jak go zobaczyłem, to się załamałem, muszę go szybko znokautować”. Jak powiedział, tak zrobił zaliczają jednak pierwszy knockdown w karierze. Następnie były walki zakończone zwycięstwami przed czasem z Terrencem Marbrą, Gonzalem Omar Basile, który liczbą tatuaży przewyższał popularnego Marcina Różala Różalskiego i walka z Jamelem McClinem solidnym rywalem ze Stanów Zjednoczonych, który złamał Szpili szczękę.

Wiele osób było zaskoczonych niecodziennym strojem Artura Szpilki, który do walki wychodził w więziennym pomarańczowym uniformie przeznaczonym dla więźniów siedzących na tzw. ‘N-kach’, celach pojedynczych, N zaś oznacza słowo niebezpieczny.

Po rywalach który Szpila kolejno pokonywał na jego drodze stanął “Bezlitosny” Mike Mollo. Moim zdaniem, pierwsza walka jak również rewanż są najbardziej widowiskowymi pełnymi dramatyzmu i zwrotami akcji z udziałem Szpilki. W ich pierwszej walce Mollo rzucił rywala dwukrotnie na deski. O ile pierwszy knockdown można było przypisać do kategorii ściągnięć, o tyle drugi ściął Artura z nóg. Szpilka chcąc wyprowadzić kontrę nadział się na potężny bity na punkt cios sierpowy po którym runął na ziemię. O dziwo Artur wstał jakby nigdy nic, niczym Muhammad Ali po lewym sierpowym Smokin’ Joe Fraziera. By następnie znokautować Mollo w 6 starciu. Amerykański komentator krzyknął wtedy:”He went down like a redwood!” co możemy przetłumaczyć jako :”Runął jak kłoda”.

Artur Szpilka i Mike Mollo (fot. materiały prasowe)
Artur Szpilka i Mike Mollo (fot. materiały prasowe)

Obóz Artura w efekcie piekielnie wyczerpującej walki nie zgodził się na starcie z Krzysztofem Zimnochem, gdyż Szpilka miałby jedynie dwa dni na regenerację. Po pierwszym pojedynku z Mollo, Artur walczył z Tarasem Bidenko (który przyjechał bez butów bokserskich) i Brianem Minto mniej niebezpieczną wersją Mike’a Mollo z którym wygrał na punkty.

Do wyczekiwanego rewanżu z Mollo doszło na stadionie baseballowym w Chicago. Walka była niezwykle emocjonująca. Gdy wydawało się, że Artur kontroluję sytuację, znów podobnie jak w ich pierwszej walce dał się złapać ciosem sierpowym przy linach, a sędzia wyliczył go do 8. Historia lubi się powtarzać i chwilę po kryzysowym momencie dla Artura, Polak wyprowadził dewastujący lewy sierpowy, po którym Mollo wpadł w objęcia Morfeusza.

W 2013 roku, po walkach z Mollo każdy mógł powiedzieć że Artur ma wielkie serce do walki, dobra pracę nóg i niezłą technikę. Nie zniechęca się również po mocnych ciosach, jak sam o sobie mówi “Nie pęka na robocie” i z tym się kompletnie zgadzam.

Bryant Jennings i Artur Szpilka (fot. ESPN)
Bryant Jennings i Artur Szpilka (fot. ESPN)

Rok 2014 był przełomowy jeśli chodzi o karierę Artura. Zaznał on goryczy pierwszej porażki w zawodowej karierze z mocnym Bryantem Jenningsem, lecz potem powrócił zwycięstwem z najlepszym moim zdaniem bokserem zawodowym w historii polskiego boksu – Tomaszem Adamkiem. Góral co prawda nie był już tak wybornym pięściarzem jak przed lata, natomiast nadal pozostawał faworytem w oczach kibiców i dziennikarzy, którzy wiedzieli że pomimo wielu Adamek wciąż jest groźny. Sama walka, to koncert w wykonaniu Artura Szpilki. Praktycznie teatr jednego aktora. Artur wypunktował Tomka pokazując, że potrafi być chłodnym i opanowanym bokserem, a to przecież cechuje zawodowców. Walka być może dla kibiców wydawała się nudna, lecz dla mnie i dla koneserów boksu były to prawdziwe bokserskie szachy i partia po mistrzowsku rozegrana przez Szpilę. W narożniku Artura był wówczas wybitny szkoleniowiec, obecnie najlepszy polski trener Fiodor Łapin, który zmusił Artura do bycia maksymalnie spokojnym, nie wdającym się w niepotrzebne wymiany, lotnym kontr bokserem.

Ogłoszenie wyników po walce Adamka i Szpilki (Fot. materiały prasowe)
Ogłoszenie wyników po walce Adamka i Szpilki (Fot. materiały prasowe)

Niestety po największym tryumfie w karierze Artur wyjechał do Stanów, a w efekcie jego Trenerem został również wybitny szkoleniowiec, Holyfielda czy Tysona, Ronnie Shields. Sam Artur przyznaje, że pomimo wielkiej wiedzy amerykańskiego trenera, potrzebował kogoś kto będzie mówił mu zdecydowanie i dosadnie co ma robić w ringu, kogoś charyzmatycznego kto zdoła zdławic temperament Artura. Jak się okazało Ronnie taki nie był, a Artur według Andrzeja Wasilewskiego sam wybierał kombinacje na tarczach które chce przetrenować.

Nie można powiedzieć, że praca z Shieldsem poszła na marne gdyż Artur stoczył wspaniały pojedynek z obecnym mistrzem świata WBC Deontayem Wilderem. Walczył dzielnie przez 9 rund. Zdaniem wielu obnażył braki techniczne Wildera, zdaniem jeszcze innych prowadził na kartach punktowych. Niestety, zbytnia pewność siebie zgubiła Artura. Trener Ronnie Shields nie był w stanie zapanować nad charakterem Artura który poczuł się na tyle pewnie, iż nie liczył się z kontrą Bronze Bombera, która skończyła walkę. Nokaut był bardzo ciężki, wiele ludzi bało się o zdrowie Artura, gdyż widok był rzeczywiście dramatyczny. Na szczęście Artur odzyskał wkrótce przytomność, a walka pokazała że ma ogromny potencjał, umiejętności by mierzyć się z najlepszymi. Pojedynek również pokazał iż Artur nie do końca panuje nad własnymi emocjami i biorą one górę, a Szpila zamiast boksować bezpiecznie dla siebie, wchodzi w niebezpieczne wymiany kochane przez kibiców,ale jakże zgubne dla Artura.

Artur Szpilka znokautowany przez Deontaya Wildera (fot. Stephanie Trap)
Artur Szpilka znokautowany przez Deontaya Wildera (fot. Stephanie Trap)

Po walce z Wilderem Artur miał sporą przerwę o długości półtora roku. Rywale ciągle się zmieniali, wypadali z walk, a sam poszkodowany czuł się poirytowany cała sytuacją.

Efektem długiego wyczekiwania, była decyzja o walce z niedocenianym przez wielu Adamie Kownackim. Polak dorastający w Ameryce był niepokonany, wygrywał dwukrotnie amatorskie zawody Golden Gloves, a większość walk rozstrzygnął przed czasem. Kownacki powiedział, że znokautuje Artura szybciej niż Deontay Wilder.

Sama walka wydawała mi się prosta do przewidzenia. Moim typem było zdecydowane zwycięstwo Szpilki na punkty. Scenariusz tej walki zdziwił chyba wszystkich, w tym najbardziej przegranego tego starcia. Kownacki pokonał Szpilke w 4 rundzie, rzucając go uprzednio na deski. Była to walka w której Artur kompletnie nie docenił Kownackiego, był nonszalancki i kipiał arogancją, a jak wiemy “Pycha kroczy przed upadkiem”. Tak było i tym razem, rozżalony Szpila sam przyznał po tej walce, iż nie wie co będzie z jego karierą.

Po dwóch porażkach przed czasem z rzędu Artur wrócił zwycięstwem na punkty Dominikiem Guinnem pod wodzą legendarnego nieżyjącego już szkoleniowca ś.p. Andrzeja Gmitruka. Miał być to bodziec który przywróci utracony blask karierze boksera z nad Wisły.

Prawdziwym sprawdzianem (niestety ostatnim – trener Gmitruk zmarł krótko po tej walce) dla duetu Szpilka Gmitruk była walka z Polskim Wikingiem – Mariuszem Wachem. Artur wygrał na punkty, choć wielu kibiców nie zgadza się z werdyktem ja uważam iż był on sprawiedliwy, sam punktowałem 96:94 na korzyść Artura.

Walka ta pokazała że jest jeszcze sporo pracy przed nim. Przede wszystkim nad opuszczaniem rąk, trzymaniem środka ringu, i pracy na nogach.

Niedawno Artur zaczął trenować z Romanem Anuczinem, a w jego oczach znowu widać zapał do ciężkiej pracy i dużych walk. Wszystko zweryfikuje czas ją jednak jestem pozytywnie nastawiony co do współpracy Anuczin – Szpilka.

Na zakończenie chciałbym dodać, iż osobiście miałem okazję poznać Artura. Kiedy wszedłem, do sklepu Hemp Shop w Łodzi zacząłem konwersacje od słów “Dzień dobry Panie Arturze.”, wtedy Artur spojrzał, uśmiechnął się i odparł “Jaki Panie Arturze? Szpila jestem!” i przybił ze mną piątkę.

Marek Kiełbik razem z Arturem Szpilką. (fot. materiały własne)
Marek Kiełbik razem z Arturem Szpilką. (fot. materiały własne)

Rozmawialiśmy kilka godzin o jego walkach, szczególnie w pamięci zapadł mi moment kiedy biednie ubrany chłopak przyszedł do sklepu powiedział, że również trenuje boks i patrzył ze smutkiem na ludzi którzy kupowali koszulki z napisem ‘Team Szpila’. Artur niewiele myśląc dał chłopakowi swoją koszulkę i powiedział “Trzymaj, za to że przyszedłeś”. Wtedy zrozumiałem, że Artur to dobry chłopak o szlachetnym sercu, a to jak kreują go media i jaki bywał nie raz na konferencjach prasowych nie oddaje jak sympatycznym jest gościem.

Życzę Arturowi spełnienia marzeń i pomimo jego wad w końcowym rozrachunku uważam że ma znacznie więcej zalet, które przesadzają o jego wartości. Który nas nigdy nie popełnił w życiu błędów?

Miłośnik boksu od najmłodszych lat, kiedy miał okazję podziwiać Tomka Adamka czy braci Kliczko. Były zawodnik kickboxingu, medalista mistrzostw Polski, czarny pas w kickboxingu, były kadrowicz spełniający się obecnie w sporcie na innej płaszczyźnie.

9 KOMENTARZE

Dodaj komentarz