BELLEW vs USYK: Czekając na cud, który nigdy nie nadejdzie…

Pajacyk od wielu lat dożywia dzieci. Pamiętaj, że kliknięcie w brzuszek, to pierwszy krok, by pomóc dzieciom.

Już w sobotę w Manchesterze notujący świetny okres w swojej karierze Aleksander Usyk, mający w posiadaniu wszystkie najważniejsze (WBA,WBC,WBO oraz IBF) pasy, które w wielkim stylu zdobył w turnieju WBSS, gdzie najpierw zastopował Marco Hucka, później niepokonanemu Łotyszowi Marisowi Briedisowi zabrał tytuł WBC, zaś w finałowej walce zdeklasował Murata Gasijewa dokładając dwa brakujące wcześniej skalpy. Wszystkie walki stoczył na wyjeździe, jak mistrz, wielki mistrz, a to co zrobił z wspomnianym Gasijewem na stałe zapisze się w historii boksu. Długo wyczekiwana potyczka miała być fenomenalnym bojem dwóch wielkich mistrzów, jednak “Sasza” zabrał po prostu Rosjanina do szkoły i pokazał jak wiele mu do jego poziomu brakuje.
Zobacz obraz źródłowyTak, to właśnie turniej WBSS uczynił z Usyka gwiazdę, dał tytuły, chwałę i miejsce w top 5 p4p. O Ukraińcu głośno było jednak już wcześniej, gdy debiutował na zawodowych ringach nie był zawodnikiem anonimowym, tylko mistrzem olimpijskim, świata i Europy. Był KIMŚ. W gronie zawodowców nie tracił zresztą czasu, już w 10 walce stanął do boju o pas WBO z naszym rodakiem, również wtedy niepokonanym Krzysztofem Głowackim. Pojedynek odbył się w Polsce, 17 września 2016 roku. Nie była to dla mistrza olimpijskiego z Londynu łatwa walka, jednak wygrał bez żadnych wątpliwości, zawiesił pas na biodra i pobił rekord Evandera Holyfielda, który na zdobycie tytułu w junior ciężkiej potrzebował troszkę więcej czasu. Warto dodać, że wynik Holyfielda przetrwał 30 lat, ciekawe jak długo wytrzyma osiągnięcie Usyka. Ogółem 15 walk, 15 wygranych, 11 przed czasem, 4 pasy. Nieźle.
Zobacz obraz źródłowy

Jego przeciwnikiem w Manchester Arena będzie pięściarz niezwykły. Tak, niezwykły. Tony Bellew to człowiek potrafiący wykorzystywać szanse, które daje życie jak nikt inny. Od zawsze był bokserem dobrym, jednak nie z pierwszych stron gazet, nie z mistrzowskimi tytułami. Jednak w pewnym momencie los się odwrócił. Wygrany w grudniu 2015 roku niezwykle wyrównany bój z Mateuszem Masternakiem okazał się przepustką do walki o mistrzostwo świata federacji WBC wagi cruiser z faworyzowanym (a jakże) Ilungą Makabu. Walka zaczęła się dla “Bombera” fatalnie, wylądował na deskach i wydawało się, że mistrzowski pas i tym razem nie dla niego (poprzednio z Nathanem Cleverly i Adonisem Stevensonem).Zobacz obraz źródłowy

Wtedy jednak “narodził się” Bellew jakiego znamy, pewny siebie, wierzący w swoje możliwości. Wstał z desek i zastopował faworyzowanego Afrykańczyka! Później błyskawicznie zmiótł BJ Floresa w swojej pierwszej i zarazem jedynej obronie pasa. Wtedy też zaczął narastać konflikt “Bombera” z Davidem Haye’m, skutkiem czego były dwie walki zorganizowane w kategorii ciężkiej. W nich ponownie nikt nie dawał szans Bellew, ten jednak wygrał zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem, dwa razy przed czasem. Dużo osób zwracało uwagę na wiek “Hayemakera” jednak fakt był faktem. Bellew wygrał z nim dwa razy, jego pozycja i polarność na rynku brytyjskim niesamowicie poszły do góry.Zobacz obraz źródłowy

OSTATNI RAZ? 

10 listopada 2018 roku to bardzo prawdopodobna data pożegnalnej walki Tony’ego Bellew. Anglik sam podkreśla, że właściwie walczyć już nie chce, zresztą już teraz postawił zdecydowane wymagania, że walka z Aleksandrem Usykiem musi odbyć się w limicie wagi cruiser, bo tylko cztery pasy są go w stanie zmotywować do wyjścia między liny. Jest zawodnikiem spełnionym, mistrzem świata mającym w cv świetne nazwiska. On już nic nie musi, i tak wycisnął ze swojej kariery w ostatniej przecież jej fazie więcej, niż ktokolwiek zakładał. On tylko może.

No właśnie, czy on może wygrać z absolutnym dominatorem wagi cruiser, jednym z najlepszych bokserów jakich widziała Europa? Na pierwszy rzut oka nie ma szans, nie przemawia za nim praktycznie nic, szczególnie że walka odbędzie się w limicie doskonale znanym jednemu i drugiemu. Jednak czasami życie piszę niezwykłe scenariusze i trzeba Anglikowi dać cień szansy, ten symboliczny procent (chociaż to i tak dużo), że w niedziele obudzimy się w świecie w którym “Bomber” będzie niekwestionowanym mistrzem świata.  A to byłby scenariusz na dużo lepszy film niż “Creed”. Bo historia Bellew wydarzyła się naprawdę i ciągle jeszcze trwa…

Dodaj komentarz