Bokserski świat zszokowany! Kilka słów po walce Joshua – Ruiz Jr

Andy Ruiz Jr stoi nad Anthonym Joshua, którego własnie posłał na deski. (fot. DAZN)
Andy Ruiz Jr stoi nad Anthonym Joshua, którego własnie posłał na deski. (fot. DAZN)

Ciężko powiedzieć, że emocje po sobotnim pojedynku Joshua – Ruiz Jr opadły, bo na pewno jeszcze przez długi czas cały bokserski świat będzie w szoku po tym co stało się w Madison Square Garden tego wieczoru.

Jedno jest pewne, jeśli ktoś zdecydował się nie spać dzisiejszej nocy to zobaczył jedną z największych sensacji w historii boksu. Od porażki Mike’a Tysona z Busterem Douglasem nie mieliśmy w boksie na najwyższym poziomie takiej niespodzianki.

Zacznijmy od tego, że Andy Ruiz Jr był przeciwnikiem w zastępstwie złapanego na dopingu Jarrela Millera. Nie miał więc tyle czasu na przygotowania i skoncentrowanie się na pojedynku co Anthony Joshua. Meksykanin przystępował do walki jako kompletny underdog. Nikt nie dawał mu większych szans, a u bukmacherów za postawienie na jego wygraną można było zarobić fortunę. Każdy zastawiał się tylko w której rundzie Anglik zastopuje Meksykanina.

Dla Joshuy miał to być wymarzony debiut przed Amerykańską publicznością w słynnej gali Madison Square Garden, która była świadkiem najlepszych pojedynków w historii tego sportu. Eddie Hearn, promotor Anthonego Joshuy chciał zaprezentować Anglika za oceanem w jak najbardziej efektowny sposób. Niestety wyszło dokładnie odwrotnie.

W pierwszych dwóch starciach wszystko wyglądało normalnie, Joshua starał się operować lewym prostym, trzymając na dystans Ruiza. Anglik przyzwyczaił nas, że pierwsze rundy w jego wykonaniu są zawsze raczej zapoznawcze.

Wszystko zaczęło się w rundzie numer 3. Joshua rzucił na deski Ruiza i wydawało się, że to początek końca marzeń Meksykanina o mistrzowskich pasach. Nic bardziej mylnego. Ruiz Jr wstał i chwilę później potężnym lewym sierpowym rzucił na deski Anglika. Pod koniec rundy mistrz był liczony już po raz drugi, ale gong uratował go przed atakiem pretendenta.

Wydawało się, że mając naruszonego Anglika Ruiz Jr w rundzie nr 4 ruszy do huraganowego ataku. Tak się jednak nie stało. Zachował on chłodną głowę i spokojnie czekał na możliwość skontrowania Joshuy. Wszyscy zastanawiali się dlaczego Ruiz Jr nie ruszył do zdecydowanego ataku i nie poszukał zakończenia pojedynku przed czasem. Okazało się, że bardzo dobrze kontrolował już wtedy ten pojedynek, czekając na dogodny moment by znów wystrzelić potężną kombinacją.

Runda numer 7 przyniosła nam historyczne rozstrzygnięcie. Znowu dwa mocniejsze zrywy Ruiza Jr’a i Joshua dwa razy na deskach. Po drugim liczeniu ewidentnie nie doszedł do siebie i nie reagował na komendę sędziego, który prosił o krok do przodu. Bezskutecznie. Sędzia przerwał pojedynek.

Najpiękniejsza w tym sporcie jest właśnie nieprzewidywalność. Kto sądził, że niezbyt sportowo wyglądający Meksykanin pokona wyrzeźbionego i muskularnego Mistrza Olimpijskiego?

Choć w kontrakcie Joshua ma zagwarantowany rewanż w przypadku przegranej, nie powiedziane jest że dostanie go od razu, czego oczywiście pragnie Eddie Hearn. Teraz to Andy Ruiz Jr i Al Haymon, z którym jest związany rozdają karty.

Robi nam się bardzo ciekawie w wadze ciężkiej, a pamiętajmy że na pojedynek mistrzowski czeka nasz Adam Kownacki! Może to jest ten moment?

Dodaj komentarz