GGG i Canelo. (fot. materiały prasowe)
GGG i Canelo. (fot. materiały prasowe)

Nie ustają kontrowersje dotyczące werdyktu sędziów punktowych w pojedynku Canelo Alvareza z Gienadijem Gołowkinem, eksperci i kibice prześcigają się w swoich opiniach, rozgorzewa dyskusja, często niestety nie merytoryczna. Chciałbym na początku wyjaśnić: nie jestem fanem Canelo i nie jestem również fanem GGG. Obu cenię, ale dodam, że zdecydowanie nie widzę na podium rankingu P4P.

Skandal?

Zarówno werdykt pierwszej jak i drugiej walki budzi kontrowersje, ale nie jest żadnym skandalem. Nie jest kradzieżą, grabieżą i niczym tego typu. Tak, fakt faktem, punktacja pierwszej walki między panami w stosunku 118:110 dla Alvareza, przez panią Byrd jest pomyłką, ale wszystkie pozostałe punktacje obu starć są do zaakceptowania. Oczywiście gdyby teraz padł remis, bądź też Gołowkin zostałby zwycięzcą, również byłbym zdania, że nie jest to werdykt kontrowersyjny. Obie walki były bliskie, jak dla mnie ta druga była chyba nawet bliższa niż pierwsza. Werdykty w boksie od zawsze wywoływały emocje, często były kontrowersyjne, dlatego też najlepszym rozwiązaniem pozostaje znokautowanie swojego przeciwnika. Tutaj, w obu walkach, Triple G miał 24 rundy na to, ale nie dał rady.

Opinia publiczna.

Często patrzymy naszą sympatią lub antypatią oceniając walkę, punktujemy życzeniowo lub osądzamy na podstawie tzw. ogólnego wrażenia pojedynku. Podnoszone są teraz opinie, że dziennikarze widzieli wygraną GGG, zresztą nie tylko oni, bo i eksperci i zawodnicy. Wygraną Canelo widzieli m.in.: Roy Jones jr., Andre Ward, Tony Bellew i Amor Khan. Pojawiają się komentarze, że Canelo wygrał bo ma za sobą Golden Boy Promotions, Oscara De la Hoyę, bo walka odbyła się w Las Vegas, bo więcej zarabia, no i bo clenbuterol, ale w odniesieniu do werdyktu nie ma to  najmniejszego znaczenia. Gołowkin nie jest  człowiekiem znikąd, walczył w Stanach i trudno było się spodziewać, że do ich rewanżu dojdzie w Kazachstanie. Nie odbierając nic GGG, który jest dżentelmenem zarówno w ringu jak i poza nim, na co wielu kibiców zwraca uwagę, chciałbym tylko przypomnieć osobę Izu Ugonoha, który jest przesympatycznym człowiekiem, skromnym, kulturalnym, utalentowanym pięściarzem, patriotą, ale nie ma za sobą odpowiedniego wsparcia i  póki co nie ma zbytniej możliwości osiągniecia sukcesu. Znamy przypadki, gdzie oszustwo jest oczywiste. Przykład ? Muller vs Masternak i zwycięstwo tego pierwszego. To jest właśnie skandal.

Gwiazdy PPV.

Patrząc na ostatnie dziesięć pojedynków obu pięściarzy, poprzedzające ich pierwsze starcie otrzymujemy całkiem ciekawy materiał do analizy. Canelo pokonuje zdecydowanie na punkty Chaveza jr. , wygrywa też 5 walk przed czasem, w tym z mniejszym od siebie Amirem Khanem, przegrywa na punkty z Floydem nie jednogłośną decyzją, choć w tym przypadku bliżej by mi było wypunktować w tej walce 120:108 dla Mayweathera jr. niż dać remis 114:114, oraz trzykrotnie zwycięża na punkty, jednak za każdym razem bardzo, bardzo kontrowersyjnie, z Troutem, Larą i Cotto. Gołowkin zaś wygrywa dziesięciokrotnie, 9 razy przed czasem i raz na punkty, po ciekawej i wyrównanej walce z Danielem Jacobsem. Jednakże nazwiska pokonanych przez Kazacha pięściarzy, czyli Stevens, Adama, Geale, Rubio, Murray, Monroe jr. , Lemieux, Wade i mniejszy od Kazacha Brook mnie osobiście na kolana nie powalają. Dlatego też ani Alvarez ani Gołowkin do bezpośredniego starcia, z mojego punktu widzenia nie przystępowali jako najlepsi pięściarze Świata, jako jedni z najlepszych, ale nie najlepsi.

Canelo jest gwiazdą PPV i jak to się mawia, kurą znoszącą złote jaja, nie jest jego winą i nie można mieć o to do niego pretensji, tak jak nie winą Tomka Adamka jest to, że w naszym kraju jest jedynym pięściarzem, który na dziś jest w stanie sprzedać u nas PPV. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Canelo jest pupilkiem światowych federacji, generuje olbrzymie zyski i wyrównane rundy, walki, są zaliczane na jego konto.

Boks.

Gołowkin nie jest już tym samym zawodnikiem, co jeszcze jakiś czas temu, jego ataki nie robiły na Canelo takiego wrażenia jak na jego pozostałych oponentach, główny argument został tu zneutralizowany przez Meksykanina, mam tu na myśli argument siły. Alvarez nie bał się Kazacha, ani w pierwszym, ani w drugim pojedynku. GGG nie zamykał jednak Canelo tak jak swoich poprzednich przeciwników, nie skracał ringu, tak jak kiedyś, to na pewno też wynikało z zupełnie innej klasy sportowej Alvareza, a jego poprzednich przeciwników.

W pierwszym starciu Triple G oddał początek walki, ale cały pojedynek starał się mieć inicjatywę, stosował nieustanny pressing, biegał wręcz momentami za Canelo. Rewanż miał odwrotny przebieg, to młodszy z rywali szedł do przodu, ale nie to jest czynnikiem decydującym o zwycięstwie, dlatego też słowa Meksykanina o zwycięstwie właśnie z tego powodu są bzdurą, bo idąc tym tokiem myślenia, pierwszą walkę przegrał. Dziwi mnie fakt praktycznie kompletnego braku ciosów Kazacha na korpus w ich drugim pojedynku.

Ślady walki na twarzach też nie są miarodajnym czynnikiem oceny punktacji walki, dlatego na nich się w ogóle nie skupiam. Faktem jest, że to GGG wyglądał gorzej po walce, ale to tyle w temacie. Przed ich pierwszym starciem myślałem, że GGG wygra przed czasem, przed drugim zaś, że to Alvarez go wypunktuje. W pierwszym pojedynku Meksykanin fajnie bił w momentach, kiedy to Gołowkin odchodził po swoich atakach, Kazach często uderzał tam, gdzie Canelo już nie było. W drugiej walce GGG kapitalnie uderzał lewym prostym, Alvarez tym razem gorzej pracował na nogach, szczególnie prawa zostawała w momencie jego ataków. Obaj wykazali się naprawdę nadludzką odpornością na ciosy, bo raczej każdy inny zawodnik w ich limicie, nie przetrwałby takich uderzeń przez 72 minuty.

Od kontrowersji do skandalu droga jest jeszcze daleka. Skandalem to była chociażby porażka Roya Jonesa jr. na igrzyskach w Seulu, w 1988 roku. Co do Gołowkina i Alvareza jeszcze, dla mnie Kazach był i jest pięściarzem jednowymiarowym, ale ze ścisłej światowej czołówki, który dysponuje piekielnie mocnym ciosem. To co wystarczało na innych, nie wystarczyło niestety na Canelo, która bardzo się rozwinął, ale tu też dodam, że ani jakimś wirtuozem w ringu, ani drugim Floydem to on nie jest i na pewno nie będzie. Dodatkowo Kazach czuł duży respekt przed Alvarezem, nie bił takimi seriami jak wcześniej, w obawie nadziania się na jakąś kontrę, tak to wyglądało.

Analizując statystyki obu pojedynków, które bez problemu znajdziecie w internecie, wyciągnąłem następujące spostrzeżenia: pierwsze starcie, które zakończyło się remisem, a które ja osobiście punktowałem 115:113 dla Alvareza, na podstawie statystyk i kart, pokazuje nam, że po pierwsze Gienadij oddał początek walki, po drugie Canelo uderzał na lepszej skuteczności i zadał więcej mocnych ciosów, Gołowkin zaś zdecydowanie lepiej pracował lewym prostym, no i w przekroju całego pojedynku bił więcej, ale mniej skutecznie. W rewanżu było podobnie, choć obaj walczyli inaczej, to jednak statystyki znów mniej więcej pokazują nam to samo. Znowu to Gołowkin bije więcej i więcej operuje lewym prostym, ale to Alvarez bije na lepszej skuteczności i znów ma więcej tzw. mocnych uderzeń.

Dla mnie tak jak i w pierwszym pojedynku minimalnie lepszy był Meksykanin, przychylam się do punktacji 115:113 na jego korzyść. Oczywiście to były dwie wyrównane walki, bliskie, jednak jeśli każdą rundę punktujemy 10:9, to ja w obu przypadkach widziałem 115:113 dla Canelo. Nikt tu nikogo w przekroju obu pojedynków nie zdominował, Gołowkin przyjął werdykt ze spokojem i klasą, czego ewidentnie zabrakło niektórym z jego fanów.

Trylogia.

Teraz pytanie, czy żeby rozwiać wątpliwości, powinno dojść do ich trzeciego starcia ? Nie mówię nie, ale nie  tak od razu. Mieliśmy tu na dobrą sprawę dwa pojedynki pod rząd, no bo jednak walki GGG z Martirosyanem nie ma co traktować zbyt poważnie. Te dwie walki nie rozwiały nam wątpliwości, po rewanżu mamy ich jeszcze więcej. Zakładając system boksowania zwycięzcy maj – wrzesień, choć w mediach pojawiają się już informacje, że Canelo chciałby wrócić w grudniu, w co jednak nie bardzo chce mi się wierzyć, pozwólmy im najpierw stoczyć jakiś inny pojedynek i jeśli obaj wygrają, a do tego odbędzie się to bez pomocy sędziów, wtedy przejdźmy do tematu dopełnienia trylogii, najpewniej we wrześniu 2019 roku. Te 4 miesiące oczekiwania dłużej nic nie zmieni, a nam pozwoli spokojnie wyczekiwać ich trzeciego starcia, patrząc jednocześnie, jak wypadają na tle innych zawodników.

Z pozdrowieniami dla wszystkich fanów pięściarstwa 👊
Michał Myszkowski

Dodaj komentarz