Dlaczego boks w Polsce jest w kryzysie? | Część 1

Powiedzieć, że polski boks przeżywa kryzys to poważne, zakrawające wręcz na ignorancję niedopowiedzenie. Dzieje się źle, od dawna i niestety nie widać światełka w tunelu. W każdym razie ja go jeszcze nie dostrzegam. W tym artykule przedstawię Wam jeden z powodów, dla którego nasz ukochany sport jest w głębokiej… powiedzmy, że nie stoi na prostych nogach.

Skupmy się na tym jak wygląda sytuacja boksu olimpijskiego. Kiedy ostatni raz mieliśmy przyjemność oglądać Polaka walczącego o medal Igrzysk Olimpijskich? Duża część czytelników miała wtedy zaledwie kila lat, bądź nie było jej jeszcze na świecie. Ostatni medal zdobył dla Polski Wojciech Bartnik podczas igrzysk w 1992 roku w Barcelonie. Ja urodziłem się rok później. Od tamtej pory o medalu możemy jedynie śnić. Przez długi czas żaden z polskich pięściarzy nie był nawet wstanie zakwalifikować się na tą prestiżową imprezę. Podczas ostatnich igrzysk dwaj Polacy w osobach Igora Jakubowskiego oraz Tomasza Jabłońskiego mieli okazję zaprezentować się na tej imprezie. Niestety z mizernym skutkiem. Obaj przegrali już w pierwszych walkach.

Gdzie leży więc problem? Posiadamy olbrzymie talenty, chłopaków którzy mają predyspozycję oraz chęć walki. Nie mamy jednak po pierwsze zaplecza, a po drugie odpowiedniego szkolenia zawodników.

Odnośnie zaplecza wystarczy spojrzeć ile pieniędzy w boks wpompowała Anglia, oraz jaki przyniosło to skutek. W naszym pięknym kraju ludzie zmuszeni są co dwa lata śpiewać „Polacy nic się nie stało”. Zamiast zacząć skupiać swoją uwagę na sportach, w których mamy realne szanse na sukcesy uczepiliśmy się pamięci o Orłach Górskiego. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ olbrzymia ilość środków finansowych idzie na piłkę nożną. Dla pięściarzy niestety pieniędzy nie ma. Ktoś powie, nie ma, bo nie ma sukcesów. Z jakiego powodu są więc dla piłkarzy? Prawda jest taka, że pięściarstwo wpadło w błędne koło. Nie dostaje funduszy, gdyż nie ma sukcesów, i nie ma sukcesów ponieważ nie dostaje funduszy. Ktoś inny powie, że są dyscypliny w których odnosimy sukcesy mimo braku finansowania i zaplecza. Problem polega na tym, że są to często dyscypliny niszowe. Osoby osiągające w nich sukces robią to, ponieważ dostają pomoc od sponsorów. Czy powinno tak być? Jasne, że nie! Wszystkich sporowców powinno się traktować równo. W Polsce nie ma nawet pieniędzy na stypendia dla osób odnoszących znacząc sukcesy.

Z punktu widzenia zawodnika wchodzącego w wiek seniorski wygląda to tak. Z jednej strony jest chęć pozostania w boksie i kontynuowania kariery. Z drugiej zderzenie z szarą rzeczywistością, gdzie rodziców nie stać na utrzymywanie dorosłych dzieci. Wybór jest więc pomiędzy boksem i życiem w kiepskich warunkach ekonomicznych, lub pójściu do pracy. Wtedy jednak wielu zawodników nie ma już czasu aby trenować tak jak wcześniej, nie mogą również jeździć na zawody. Wiąże się to z tym, iż rezygnują. Osobiście znam wiele przypadków utalentowanych chłopaków, którzy woleli zacząć zarabiać normalne pieniądze. Jedni byli do tego zmuszeni przez życie, inni dokonywali wyboru.

Mały odsetek pięściarzy ma szczęście i dostaje propozycje przejścia na zawodowstwo. Tutaj też niestety nie jest tak różowo jak by się mogło wydawać. Plusem jest to, że w końcu można coś zarobić na tym, że dajemy się bić po mordzie. Nie ma jednak możliwości aby przestać pracować i skupić się na treningach. Są oczywiście wyjątki, które pochodzą z bogatych rodzin.

Drugi aspekt, czyli szkolenie. Spora część trenerów żyje boksem z lat 80 i 90 ubiegłego wieku. Przestali się oni rozwijać i śledzić zmieniające się trendy w pięściarstwie. Brakuje kursów oraz przede wszystkim chęci rozwoju u osób, które szkolą młode pokolenia. Nasz boks wygląda bardzo źle na tle zawodników amerykańskich, czy choćby bliżej rosyjskich i ukraińskich. Może warto pomyśleć o rozpoczęciu szkolenia kadry trenerskiej? Nie umieją oni przekazać zawodnikom świeżej wiedzy. Chłopaki na Mistrzostwach Polski robią wagę skacząc na skakance i popijając coca-cole (co samemu widziałem, będąc na tej imprezie).

Zawodnicy nie mają pojęcia jak się odżywiać, jak suplementować oraz w jaki sposób poprawiać swoją regenerację. Duża ich część nie umie także ćwiczyć na siłowni. Pomijając już aspekt lenistwa, bo leniwi zawsze odpadają, a zostają najsilniejsi, nie wiedzą także w jaki sposób biegać. Tutaj ponownie ktoś może powiedzieć, że to leży w gestii zawodników aby się uczyć. Jednak rolą kadry trenerskiej jest zawodnikowi mówić w jaki sposób powinien on trenować.

W klubach bokserskich panuje również tak zwana masówka. Oznacza to, że sale są przepełnione przez co trener nie ma możliwości poświęcić każdemu odpowiednio dużo uwagi. Zawodnicy, którzy mogliby się rozwinąć, gdyby ktoś ich odpowiednio poprowadził rezygnują po kilku sparingach, gdzie dostają po twarzy. Rezygnują nie dlatego, że nie mają serca do walki, lecz dlatego że nie doświadczają wystarczającego zainteresowania swoją osobą ze strony trenera.

Wszystko to sprawia, że Polacy są zawsze o krok za swoimi rywalami z innych krajów. Aby sytuacja mogła się zmienić trzeba zacząć budować nowe fundamenty. Powinniśmy rozpocząć szkolenie dzieci już od młodzików w odpowiedni sposób. Pozwoli to w przyszłości podnieść dyscyplinę z kolan.

2 KOMENTARZE

Dodaj komentarz