“Góralu” czy Ci nie żal?

Pajacyk od wielu lat dożywia dzieci. Pamiętaj, że kliknięcie w brzuszek, to pierwszy krok, by pomóc dzieciom.

24 października 2009 roku Tomasz Adamek zadebiutował w wadze ciężkiej pokonując przed czasem Andrzeja Gołotę. “Góral” nigdy nie ukrywał, że występy w królewskiej kategorii są jego celem. Tam czekały na niego duże pieniądze, o jakich wtedy w cruiser mógł tylko pomarzyć. Liczył też, że uda mu się pójść w ślady legendarnego Evandera Holyfielda i zdobyć pas i w junior ciężkiej i ciężkiej.

Jak dobrze wiemy zdobyć się nie udało, szczytem okazała się już sama walka o niego z wielkim Witalijem Kliczko, we Wrocławiu, w obecności kilkudziesięciu tysięcy polskich fanów. Przez te wszystkie lata Tomek jednak sporo na występach w najbardziej prestiżowej kategorii zarobił. Pytanie tylko, czy wrzucając do wspólnego worka perspektywy jakie miał w cruiser, pieniądze z ciężkiej i końcowy efekt może być zadowolony?

I TAK, I NIE

Adamek co zrozumiałe nigdy nie był naturalnym ciężkim, już przed zmianą kategorii wielu kibiców patrzyło na to bardzo sceptycznie, że “Góral” realnych szans na tytuł mieć nie będzie, że jest to głownie ukierunkowane względami finansowymi.

Gdzie byłby dziś Tomek, gdyby zdecydował się zostać w cruiser? Ciężko powiedzieć, teraz to tylko gdybanie, ale patrząc na to, ile lat tytuł miał np. Marco Huck nie możemy wykluczyć scenariusza, w którym Polak broni pasa przez 5 czy 6 lat, zalicza kilkanaście obron, toczy wspaniałe boje z Denisem Lebiediewem czy Krzysztofem Włodarczykiem. Może nawet patrząc na jego chęci do treningu, dbanie o detale, w uznaniu zasług zostaje zaproszony jako legenda wagi cruiser do turnieju WBSS? Oczywiście te kilka lat bronienia mistrzowskiego pasa, walki z innymi uznanymi cruiserami zapewniają mu miejsce w Galerii Sław boksu jako pierwszemu Polakowi. Niestety na to pytanie nie dostaniemy odpowiedzi już nigdy.

Wybrał jednak inaczej, wzmocnił wagę ciężką. Tam z racji wspomnianych warunków miał już mocno pod górkę, jednak przez te 9 lat udało mu się zanotować wartościowe wygrane (Chris Arreola), dojść do walki mistrzowskiej, jednak nie da się ukryć, że to wszystko to tylko kropla w morzu.

Podsumowując, myślę, że mimo wszystko nie jest mu żal. W cruiser czekały przypuszczalnie wielkie sukcesy, długoletnie panowanie, ale pieniądze były w wadze ciężkiej. Boks to przede wszystkim zawód, na pierwszym miejscu jest rodzina i kalkulując, “Góral” zdecydował się na krok, który raczej nikogo specjalnie zaskoczyć nie mógł. Oczywiście nie można mu odbierać, że nie wierzył w ciężkiej w siebie, jednak musiał zdawać sobie sprawę, że zabranie pasa któremuś z braci Kliczko będzie praktycznie niemożliwe. Finansowo jak już wspomniałem skorzystał bardzo mocno, a prawdopodobnie taki był cel nadrzędny.

Dodaj komentarz