Jay Deas. Człowiek, który stoi za sukcesem Deontaya Wildera.

Jay Deas po walce Wilder vs Ortiz. (fot. Showtime)
Jay Deas po walce Wilder vs Ortiz. (fot. Showtime)

W prawdziwym, pełnym dramatów życiu pięściarza to to rola trenera jest jedną z najbardziej odpowiedzialnych i ekscytujących. Boks zna wielu legendarnych szkoleniowców, którzy swoją sławą dorównali najlepszym pięściarzom w historii. Zawodnicy stają w kolejkach do i błagają o współpracę takich trenerów jak Freddie Roach, Robert Garcia czy Virgill Hunter. Jednak na każdego z nich przypada tysiąc innych, których nazwisk nie znamy i ich osiągnięcia zostaną szybko zapomniane. Jednym z takich trenerów jest Jay Deas, człowiek odpowiedzialny za wszystkie sukcesy mistrza wagi ciężkiej WBC Deontaya Wildera.

Gdybyście zobaczyli Jaya Deasa na ulicy nigdy nie wpadlibyście na to, że to człowiek, który spędza większość swojego czasu na dyrygowaniu, wykrzykiwaniu instrukcji i symulowaniu akcji w klinczu z jednym z najbardziej niebezpiecznych ludzi na planecie. Prawdopodobnie minął by was w swojej Hondzie Accord z 1996 roku odwożąc swoje dwie córki do szkoły lub jadąc po zakupy, na które wysłała go właśnie jego żona.

Jedyna rzecz jaka oddziela Jaya od zwykłego człowieka to jego miłość, pasja i encyklopedyczna wiedza o boksie. Spowodowane jest to silnym wpływem wyczynów jego starszego brata Toma, który publikował teksty o boksie dla wydawnictw na całym świecie.

Jay wyrastał wokół tego i przesiąknęło go to doszczętnie. Jako trzecioklasista potrafił wymienić nazwiska 10 najlepszych zawodników, w każdej kategorii wagowej. Nie mógł zrozumieć tego, że inni ludzi nie potrafią wymienić nawet trzech.

Z czasem kiedy młodszy z braci Deas dorósł to wykształcił w sobie inne zainteresowania. W collegu otrzymał stypendium za osiągnięcia jako baseballista. W tym czasie również zaczął interesować się dziennikarstwem i rozpoczął prace jako reporter kryminalny w telewizji. Nigdy jednak nie stracił swojej miłości do boksu.

Pewnego dnia kiedy pracował w Panamie na Florydzie zadzwonił do niego Tommy, który zaproponował mu otwardzie gymu w ich rodzinnym mieście Tuscaloosa na Alabamie. Miłość do boksu okazała się tak wielka, że porzucił pracę i wrócił do domu by podążać za swoja pasją.

Bracia Deas swój pierwszy gym otworzyli w 1995 roku w Tuscaloosa. W tym samym roku również zorganizowali swoją pierwsza, lokalną galę boksu. W 1997 roku wystartowali ze swoją grupą promującą zawodników – Skyy Boxing. Aktualnie posiadają dwa gymy, a od 1995 roku zorganizowali ponad 80 gal boksu zawodowego.

Jay Deas ze swoimi zawodnikami na Skyy Boxing Gym. (fot. Jay Deas/FB)
Jay Deas ze swoimi zawodnikami na Skyy Boxing Gym. (fot. Jay Deas/FB)

Co ciekawe kiedy rozpoczęli swoją działalność to Tommy był głównym trenerem na ich gymie. Jay zajmował się głównie promocją i marketingiem. Kiedy było trzeba to zakładał również rękawice i sparował z ich zawodnikami. Chwali się, że zrobił ponad 1000 rund sparingów od kiedy otworzyli gym.

Starszy z braci Deas musiał opuścić Skyy Boxing kiedy awansował na redaktora działu sportowego w swojej pierwszej pracy. W ten sposób odpowiedzialność prowadzenia i trenowania zawodników spadła na Jaya. Aby przygotować się do tej roli odwiedził kilka wielkich i popularnych amerykańskich gymów. Chciał podejrzeć pracę legend tego fachu, które osobiście podziwiał i szanował. Jednym z nich był Ronnie Shields. Jay spędził kilka miesięcy na ich obserwacji, robił notatki i powoli nakreślał plan swojego własnego programu szkoleniowego.

Pod koniec 2005 roku stwierdził, że jego umiejętności jako trenera są już wystarczające i jest gotowy na samodzielne poprowadzenie Skyy Boxing Gym. W tym momencie jakaś siła wyższa postanowiła dopełnić przeznaczenia i zesłała pod jego skrzydła 20-letniego chłopaka, który nazywał się Deontay Wilder…

Jay Deas i Deontay Wilder na treningu. (fot. Jay Deas/FB)
Jay Deas i Deontay Wilder na treningu. (fot. Jay Deas/FB)

Trwały właśnie przygotowania do jednej z gal, które organizowali. Jay i kilku chłopaków właśnie składało ring, żeby go zabrać na miejsce imprezy. Wtedy właśnie do sali wszedł Deontay. Pierwszą myślą jaka wpadła do głowy młodszego z braci Deas była taka, że to bardzo wysoki i wysportowany facet.

Wilder odrazu po wejściu powiedział Jayowi, że chce boksować. Nie był to jednak dla niego jakiś szczególny, godny zapamiętania moment, bo słyszał to na okrągło od dziesiątek innych chłopaków. Wtedy nie spodziewał się jeszcze, że to spotkanie odmieni całkowicie jego życie i karierę.

Nie potrwało długo zanim zobaczył w Deontayu coś szczególnego. Jego zapał do pracy na sali treningowej wywarły na nim bardzo duże wrażenie. Postanowił poświecić mu więcej swojego czasu i uwagi. Zaraz po tym odkrył największy talent Wildera. Talent do nokautowania.

Po dwóch tygodniach treningów postanowił zorganizować dla niego pierwsze sparingi. W jego gymie było paru dobrych zawodowców z wagi ciężkiej. Nic specjalnego, ale nie byli bumami i mieli duże doświadczeni na ringach. Gdy pierwszy z nich wszedł do ringu z Wilderem to w drugiej rundzie został przez niego złapany mocnym ciosem z prawej ręki i znokautowany. Po tym jak doszedł do siebie wstał, spojrzał na Jaya i powiedział: “Cokolwiek masz w planach, lepiej zatrzymaj tego chłopaka u siebie!”

Więc go zatrzymał…

W ciągu trzynastu lat po tym jak się poznali Wilder zdobył brązowy medal na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku. Niedługo po tym zdobył pas WBC. Do chwili obecnej Wilder nokautował zawodników takich jak Bermane Stiverne z którym walczył dwa razy, Erica Molinę, znanego nam dobrze Artura Szpilkę, Geralda Washingtona czy Luisa Ortiza. Niedawno stoczył kontrowersyjny pojedynek z Tysonem Furym, który zakończył się remisem.

Jay Deas i Deontay Wilder po jednej z walk. (fot. Showtime)
Jay Deas i Deontay Wilder po jednej z walk. (fot. Showtime)

Z wszystkimi sukcesami, które Deas doświadczył u boku Wildera wydawałoby się, że jego imię zdobędzie większą rozpoznawalność w świecie boksu zawodowego. Zazwyczaj gdy trener zdobywa największe laury ze swoim pięściarzem, jego reputacja rośnie i zaczyna on trenować więcej zawodników by zyskać jeszcze większą renomę. Jay Deas jest jednak inny.

Twierdzi on, że zgłosiło się do niego kilka ciekawych nazwisk, ale na chwilą obecną nie obchodzi go to z kilku względów. Pierwszym powodem jest to, że Wilder walczy często i Deas chce się skupić na jego treningach by utrzymywać jego formę na najwyższym poziomie.

Kolejnym powodem jest jego marzenie. Jay chce zostać trenerem i managerem niekwestionowanego i zunifikowanego mistrza świata wagi ciężkiej. To jest jego cel numer jeden. Chce również, aby jego podopieczny Deontay w wieku 35-40 lat mógł żyć bez zmartwień o przyszłość swoją i swojej rodziny oraz żeby sam mógł wybrać czy dalej chce boksować czy robić coś innego.

Jay i Deontay żartuja między sobą na konferencji prasowej. (fot. materiały prasowe)
Jay i Deontay żartuja między sobą na konferencji prasowej. (fot. materiały prasowe)

Jay wypowiada się o swoim podopiecznym w najlepszym tonie i nigdy nie szczędzi my pochwał. Nie widzi siebie tylko jako jego trenera i managera, ale jako członka rodziny i przyjaciela. Ich więź wychodzi daleko poza boks. Ten fakt świadczy o tym jakim świetnym człowiekiem i trenerem jest Deas.

Mimo tego, że jego imię nie jest jeszcze najbardziej rozpoznawalne w świecie pięściarstwa to na pewno powinno być kojarzone z jednym z najbardziej oddanych, autentycznych i troskliwych szkoleniowców.

Dodaj komentarz