LENNOX LEWIS: NAJLEPSZY CIĘŻKI LAT 90 XX. WIEKU

Pajacyk od wielu lat dożywia dzieci. Pamiętaj, że kliknięcie w brzuszek, to pierwszy krok, by pomóc dzieciom.

Urodzony 2 września 1965 roku w West Hamie znakomity angielski “ciężki”, niekwestionowany mistrz świata królewskiej kategorii. Duży był praktycznie od zawsze, później był duży i bardzo groźny, o czym przekonało się wielu znakomitych przeciwników. Ale o tym nieco później.

KARIERA AMATORSKA

Ważnym punktem w życiu i karierze sportowej Anglika była… Kanada, do której wyemigrował w roku 1977 ze swoją matką.
To tam rozpoczął treningi bokserskie, dając podwaliny, jak się później miało okazać, wielkiej kariery. Od początku przygody z boksem przejawiał talent do tego sportu, czego potwierdzeniem było mistrzostwo świata juniorów wywalczone w roku 1983.
Rok później wystartował w swoich pierwszych, ale jak się miało z czasem okazać, nie ostatnich Igrzyskach Olimpijskich. Mistrz świata juniorów zbierał tam głównie doświadczenie, więc nie było wielkim zaskoczeniem, że z turniejem pożegnał się w jednej z początkowych faz, ulegając przyszłemu złotemu medaliście. Wtedy lepszy okazał się od młodego Lennoxa 5 lat starszy Tyrell Biggs, mistrz świata kategorii super ciężkiej z roku 1982. Ringów zawodowych ozłocony na amatorstwie Amerykanin jednak zawojować nie zdołał, mimo wielu prób i Lou Duvy w narożniku. Cztery lata dzielące Los Angeles od Seulu były dla Lewisa średnio udane. Wygrał co prawda Igrzyska Wspólnoty Brytyjskiej, był w finale Igrzysk Panamerykańskich, jednak na Mistrzostwach Świata nie szło mu już tak dobrze i żadnego medalu wywalczyć nie zdołał.

LEWIS ZNACZY MISTRZ OLIMPIJSKI

Niepodważalnie największy amatorski sukces przyszedł właśnie w Seulu, tam reprezentujący Kanadę Brytyjczyk wygrywał pojedynek za pojedynkiem. W pierwszym starciu pokonał złotego medalistę All-Africa Games z 1987 roku, Chrisa Odere stopując go już w drugiej rundzie. Później w pokonanym polu zostawił Ulliego Kadena, aktualnego wtedy mistrza Europy (rok po Igrzyskach ponownie został najlepszym zawodnikiem Starego Kontynentu), który miał na swoim koncie również srebrny i brązowy medal z roku 1983 i 1981. W półfinale miał czekać na niego Janusz Zarenkiewicz, jednak ostatecznie do tej walki nigdy nie doszło, Polak nie został dopuszczony przez lekarza. W wielkim finale spotkał się z Riddickiem Bowe. Wygrał przed czasem, w drugiej rundzie. Była to ich pierwsza i zarazem ostatnia konfrontacja. Paradoks, że dwóch legendarnych ciężkich nie spotkało się nigdy na zawodowym ringu…

EBU

Rok po zdobycia złota w Seulu Lewis był już zawodowcem. Jak to zazwyczaj bywa, pierwsze kilkanaście walk to czas zbierania doświadczenia (coś jak Igrzyska w 1984) na nowych, nieznanych dla siebie dotąd ringach. Brytyjczyk walczył w tym okresie bardzo często. Pierwsza szansa wywalczenia szanowanego pasa pojawiła się w październiku 1990 roku. W stawce o tytuł EBU wagi ciężkiej, po przeciwnej stronie ringu Francuz Jean Maurice Chanet. Do 6 rundy było po wszystkim, a 25 letni Lennox mógł świętować.
W kolejnej walce dołożył tytuł mistrza Wielkiej Brytanii. Poziom rywali systematycznie rósł, rok 1992 przyniósł okazję do rewanżu za przegrany 8 lat wcześniej pojedynek olimpijski. Tyrell Biggs był tylko tłem dla coraz lepszego Brytyjczyka, poległ błyskawicznie, a czasy gdy się w boksie liczył odeszły w niepamięć. “The Lion” tymczasem coraz śmielej patrzył w stronę mistrzostwa świata i miał ku temu podstawy.

WBC

Po wygraniu eliminatora WBC miał zmierzyć się z doskonale sobie znanym Riddickiem Bowe, jednak Amerykanin nie zgodził się bronić z nim swojego mistrzowskiego pasa, dzięki czemu Lewis wywalczył tytuł… bez walki. Był 14 grudzień roku 1992. W ten właśnie sposób najlepszy ciężki lat 90 został pierwszym brytyjskim mistrzem świata wagi ciężkiej w XX wieku! Dosłownie uratował honor narodu, w życiu którego boks odgrywał tak ważną role. Szło mu znakomicie –  mistrzowski pas, zero w rekordzie, rosnące uznanie. Jednak i wielkiemu Brytyjczykowi przytrafiła się niespodziewana porażka. Oliver McCall 24 września 1994 roku jako pierwszy pokonał Lewisa, zabierając mu “przy okazji” pas WBC. Porażka bolała szczególnie, bo po potężnym uderzeniu McCalla zdołał powstać i chciał walczyć dalej, sędzia był jednak nieugięty i zakończył pojedynek.

Na ponowne wywalczenie pasa WBC trzeba było jednak poczekać. W międzyczasie “The Lion” zanotował wartościowe wygrane nad Tommy’m Morrisonem i Ray’em Mercerem. Pas wrócił do Lewisa w roku 1997, w walce o wakujący tytuł zmierzył się z…Oliverem McCallem. O samym pojedynku warto napisać tylko tyle, że się odbył, nic więcej. Sędzia skończył ten kabaret w 5 odsłonie, gdyż McCall po prostu nie…zadawał ciosów. Tak więc pas WBC ponownie zawisł na biodrach mistrza olimpijskiego z Seulu.

HOLYFIELD I…GOŁOTA!

8 miesięcy później Lennox w drugiej obronie (pierwsza wygrana z Henry’m Akinwande na skutek dyskwalifikacji) zniszczył niestety naszego “Andrew” Gołotę. 4  październik 1997 roku, dzień który każdy polski fan boksu chciałby zapomnieć. W szczegóły sensu nie ma co wchodzić, co można powiedzieć  o walce, która nie potrwała nawet 3 minut…

Nieco dłużej musiał się “pomęczyć” z Shannon’em Briggsem, jednak i tutaj w starciu numer 5 było już po wszystkim. Po bardzo łatwych obronach przyszła w końcu nieco bardziej wymagająca walka z niepokonanym mistrzem Europy Zeljko Mavrovicem. Chorwat wytrzymał pełny dystans, urwał nawet swoje rundy, jednak zwycięstwo Brytyjczyka nie ulegało wątpliwości, zaś dla Mavrovica była to ostatnia zawodowa potyczka.

Prawdziwe sportowe wyzwanie pojawiło się w roku 1999. Na przestrzeni 8 miesięcy Lewis dwukrotnie zmierzył się z innym wielkim “ciężkim” tamtej epoki, Evanderem Holyfieldem. W stawce znalazły się pasy WBA, WBC oraz IBF (czyli wszystkie najważniejsze w ówczesnym świecie, WBA i IBF należały wtedy do Amerykanina). Brytyjczyk bez cienia wątpliwości wygrać powinien, jednak po 12 rundach sędziowie orzekli…remis. W takiej sytuacji konieczny był rewanż, który “The Lion” rozstrzygnął na swoją korzyść, dopisując do swojego CV niesamowity skalp w postaci Holyfielda w rekordzie oraz trzech mistrzowskich pasów. Był u szczytu swojej sportowej kariery i kończył ostatni rok legendarnych lat ’90 jako niekwestionowany mistrz wagi ciężkiej.

2000-2003

Ten okres kariery znakomitego Brytyjczyka zakończył się bilansem 6-1(5 KO). Jego wyższość uznać musiał m.in ceniony i słynący z mocnego uderzenia David Tua czy niepokonany wtedy Michael Grant. Lewis przegrał jednak  sensacyjnie z Hasimem Rahmanem w kwietniu 2001 roku – w 5 rundzie, jednak zrewanżował mu się niespełna siedem miesięcy później, wygrywając jeszcze szybciej niż on, już w 4 odsłonie.

Dwie ostatnie walki w karierze Lennoxa Lewisa to potyczki z cieniem dawnego Mike’a Tysona, który poległ w 8 starciu oraz dramatyczna konfrontacja z wielkim jak się później miało okazać Witalijem Kliczko. Ukrainiec znakomicie sobie radził, jednak ciosy Lewisa zrobiły swoje i na tyle uszkodziły starszego z braci, że walka musiała zostać przerwana. Tak jak 11 lat wcześniej “The Lion” znów miał na swoich biodrach pas WBC. 11 lat! Była to ostatnia walka w jego wspaniałej karierze, mimo próśb i przekonywania ze strony ukraińskiego obozu nigdy nie przyjął oferty rewanżu.

Dla wielu pozostaje najlepszym ciężkim lat 90, co potwierdził w starciach z Evanderem Holyfieldem. Nie brakuje głosów, że był ostatnim wielkim mistrzem tej dywizji. Nieustępliwy brytyjski czempion, który nie bał się niczego i nikogo. Z boksu odszedł będąc na szczycie, jak król, którym przecież był.

 

 

 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments