Polska droga po mistrzostwo wagi ciężkiej #2: Andrzej Gołota – część 2.

Andrzej Gołota i Chrys Byrd podczas ich walki. (fot. Getty)

Po dramatycznie przegranej walce o mistrzostwo świata wagi ciężkiej z Lenoxem Lewisem reputacja Andrzeja mocno ucierpiała. Dosłownie nikt nie krył swojego niezadowolenia, a głosy krytyki nie milkły. Mimo to Gołota nie zamierzał się poddać i starał się odbudować swoją pozycję wygrywając między innymi z Eli Dixon, Jack Basting, Corey Sanders, Tim Witherspoon, Jesse Ferguson czy  Quinn Navarre.

Dzięki temu w 2000 roku “stoczył” pojedynek z samym legendarnym Mikiem Tysonem. Jednak to starcie ponownie wykluczyło Gołotę z bokserskiej elity na długie lata. Polak zrezygnował z walki po dwóch rundach po czym natychmiast opuścił ring. Idąc do szatni kibice nie ukrywali swojej złości obrzucając Andrzeja napojami i resztkami jedzenia. W szpitalu lekarze zdiagnozowali u Andrzeja pęknięcie kości policzkowej, a u “Iron Mike ” wykryto w organizmie zabroniony środek odurzający w postaci marihuany co sprawiło, że wynik pojedynku zmienił się na “no contest” (walka została unieważniona). I tak z perspektywy czasu można wywnioskować śmiałą tezę, że tamtego felernego wieczoru tylko Andrzej Gołota wiedział co jest dla niego słuszne i właśnie dlatego w taki sposób zakończył pojedynek.

Mimo to ta porażka sprawiła, że Polak nie walczył przez prawie 3 lata. W 2003 roku wrócił dwoma wygranymi nad słabszymi rywalami, a w roku 2004 podjął ważną dla niego decyzję i podpisał kontrakt promotorski z jedynym w swoim rodzaju Donem Kingiem. Jak się szybko okazało, jego decyzja była słuszna i już 2 miesiące później stoczył drugi w karierze pojedynek o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Wprawdzie Polak wskoczył na zastępstwo za kontuzjowanego Derricka Jeffersona, jednak w tej sytuacji wyjątkowy Don King pokazał próbkę swoich możliwości załatwiając w tempie błyskawicznym 36 letniemu Polakowi mistrzowską szansę.

Aktualny mistrz federacji IBF Chris Byrd był niesamowicie “śliskim” pięściarzem. Boksował z odwrotnej pozycji, a jego styl opierał się na klinczowaniu, przepuszczaniu ciosów i kontrowaniu. Jego bardzo dobra praca nóg i balans ciałem sprawiały, że był trudny do trafienia. Na swoim rozkładzie miał takie nazwiska jak: Witalij Kliczko, Evander Holyfield czy David Tua.

Zobacz też: CHRIS BYRD: Marihuana uratowała go przed odcięciem sobie stóp.

Powrót Andrzeja Gołoty na Madison Square Garden z pewnością budził w nim wiele emocji. W 1996 roku stoczył tam ringową wojnę z samym Ridickiem Bowe, którą przegrał na własne życzenie (dyskwalifikacja po ciosach poniżej pasa). Następnie na trybunach powstały istne zamieszki, a sam Rudolph Giuliani (Burmistrz Nowego Jorku) skrył się właśnie w szatni Polaka.

Tym razem występ Gołoty w MSG zdecydowanie zaliczyć można do udanych. Polak w wieku 36 lat stoczył wyrównany, trwający 12 rund bój z będącym w formie amerykańskim championem. Andrzej od samego początku inicjował ataki i starał się narzucać własne tempo. Jednak ofensywny styl Polaka nie był wystarczający, Byrd znany był jako pięściarz “niewygodny”, szybki na nogach i trudny do trafienia. Tak było tym razem, pretendent miał spore problemy aby czysto uderzyć mistrza. Amerykanin unikał sporą ilość ciosów, a sam znakomicie kontrował Polaka. Upór Gołoty nie malał ani na chwilę, napierał na swojego rywala, często zapędzając go pod liny. Można było odnieść wrażenie, że z rundy na rundę mobilność Byrda spada i druga połowa walki należała w większości do Polaka. Ten jednak nadal nie był w stanie wyprowadzić precyzyjną, potężną kombinację ciosów, która to mogłaby definitywnie rozwiać wszelkie wątpliwości. Byrd walczył inteligentnie, stosował uniki i/lub balans ciałem, bardzo dobrze pracował nogami, a gdy Polak ruszał na niego ten skracał dystans i klinczował tak aby niwelować niebezpieczeństwo ze strony swojego rywala. Do tej pory Gołota nigdy nie walczył na dystansie dwunastu rund, mimo to pozytywnie zaskoczył wszystkich pokazując znakomite przygotowanie fizyczne. Pojedynek był niesamowicie wyrównany i  trudny do punktowania. Wiedział to również trener Polaka, który w przerwie przed ostatnią rundą usiłował zmotywować swojego podopiecznego do jeszcze większego wysiłku. Udało się, mimo ogromnego wysiłku polska nadzieja wagi ciężkiej ruszyła na Byrda od samego początku rundy dwunastej! Ostatnia runda to pokaz woli walki i chęci zwycięstwa nieustępliwego Polaka. Nieustannie nacierał na Amerykanina i starał się zasypywać go coraz to mocniejszymi ciosami, gdy dochodziło do klinczu, a sędzia ich rozdzielał ten natychmiast ruszał ponownie ze swoją ofensywą. Gdy zabrzmiał gong kończący ich pojedynek na trybunach słychać było jedynie głośne skandowanie kibiców: “DZIĘKUJEMY!”. Tym razem Andrzej Gołota nie zawiódł kibiców i po raz kolejny potwierdził swoją wielkość.

Andrew Golota atakuje prawym hakiem Chris Byrd podczas ich pojedynky o pas IBF. (fot. Getty)
Andrew Golota atakuje prawym hakiem Chris Byrd podczas ich pojedynky o pas IBF. (fot. Getty)

Ostatecznie sędziowie nie byli jednomyślni:
Steve Weisfeld – 115:113 dla Gołoty
Tony Paolillo – 115:113 dla Byrda
Melvina Lathan – 114:114

Z uwagi na remis Chris Byrd zachował mistrzowski pas , a nam kibicom zostało spekulowanie odnośnie prawidłowości punktacji pojedynku. Największą kontrowersję sprawiło to, iż Melvina Lathan 12 rundę punktowała na korzyść Amerykanina. Wielu ekspertów nie zgadzało się z tą oceną twierdząc, że 12 rundą zdecydowanie wygrał Polak. Cały pojedynek na korzyść Andrzeja punktowali tacy eksperci jak: Evander Holyfield (116:112) czy Lennox Lewis (116:112). Mimo, że sporo mówiło się o rewanżu, to Don King, który był również promotorem Chrisa Byrda wybrał dla Andrzeja inną opcję o której napiszę w następnej części…

Poprzednie części serii:

Polska droga po mistrzostwo wagi ciężkiej #1: Andrzej Gołota – część 1.