TO TYLKO BIZNES?! MOJA WIARA, ŻYCIE I NADZIEJA…

Przyszła jesień. Poranki są coraz chłodniejsze. Budząc się masz dwa wyjścia. Zostać w ciepłym i przyjemnym łóżku, zapadając w sen i śnić o rzeczach, które nigdy nie będą Ci dane. Bądź wstać i wyjść biegać. Plan zakłada dziesięć kilometrów. Za oknem jest gęsta mgła, termometr wskazuje ledwo 5 stopni Celsjusza. Decyzja jest prosta. Zakładasz bluzę, czapkę, buty i wychodzisz. Pierwsze dwa kilometry to katorga. Następne już jakoś lecą. Rozgrzałeś się i nie odczuwasz przenikliwego chłodu wiatru. Wbiegasz do domu, bierzesz szybki prysznic i jesz ciepłe śniadanie. Pora iść do pracy. Czeka Cię kolejny ciężki dzień. Zdążyłeś się już jednak przyzwyczaić. To zabawne, że człowiek może przywyknąć do wszystkiego jeśli ma jakiś cel i perspektywę poprawy. Gorzej, jeśli straci nadzieję i zapuści korzenie w miejscu gdzie inni wylewają ścieki. Wątpliwości jakie masz pijąc kawę są normalne. Głosy w głowie, które każą Ci się poddać stały się ledwo słyszalne. W gorszych chwilach takich jak ta, krzyczą niestety głośniej.

Pakujesz torbę na wieczorny trening, pudełka z jedzeniem i biegiem wypadasz z domu. Jesteś już spóźniony do pracy. Nic nowego. Szef w końcu jednak postanowi Cię wywalić. Bez tej pracy nie będzie Cię stać na opłacenie trenera. Świat nie działa w sprawiedliwy sposób. Jedni mają wszystko tylko dlatego, że urodzili się w bogatych rodzinach. Inni muszą ciężko harować na najdrobniejszy sukces. To jednak bez znaczenia, bo zwiał Ci autobus.

Kolejny ochrzan i znów groźba, że poleci Ci po pensji. Z podkulonymi uszami bierzesz się do pracy. Dziesięć godzin mija jak zwykle szybko. Nic dziwnego skoro nie miałeś nawet czasu porządnie zjeść. Budowa to jedyne miejsce, gdzie możesz zarobić porządne pieniądze, ma jednak więcej minusów niż plusów. Grunt, że czas na trening.

Wchodzisz na salę, przebierasz się i zaczynasz rozgrzewkę. Skakanka, walka z cieniem, lekkie rozciąganie. Już masz lepszy humor. Trener mówi, że pora na sparingi. 12 rund, ze zmianą przeciwnika na świeżego co trzy. Będzie ciężko, ale nie ciężej niż poza salą. Nawet najgorszy trening jest lepszy niż ten szajs, który musisz znosić na co dzień. Boks jest ostatnią nadzieją na poprawę. Przypominasz sobie o tym, że w zasadzie już powinieneś być zawodowcem, tylko nikt nie chce w Ciebie zainwestować. Ktoś inny by się załamał i poddał. Stwierdził, że jest tak słaby, że nie warto próbować. Ty jesteś inny. Udowodnisz im wszystkim jak bardzo się mylą co do Ciebie.

Fot. Southpaw Movie

Zaczynamy. “Graj muzyko” jak mawiał jeden z Twoich ulubionych książkowych bohaterów. Pierwsza runda jest słaba, musisz się rozluźnić i złapać rytm. Druga zaczyna się układać. Rozluźniłeś się, zaczyna wychodzić. Od trzeciej łapiesz prawidłowy rytm. To jest jak trans. Każda następna runda mimo rosnącego zmęczenia, sprawia więcej frajdy.

Po skończonym sparingu podchodzi do Ciebie trener i mówi, że chce Ci kogoś przedstawić. Człowieka, który jest promotorem bokserskim.

Fot. Southpaw Movie

Mija kilka tygodni, a Ty stoisz w szatni czekając aż wybije godzina wyjścia do ringu. Pora spełnić marzenia i udowodnić swoją wartość. Dostałeś szansę i nie zamierzasz jej zmarnować. Przeszedłeś bardzo długą drogę by się tu znaleźć. Już czas!

Fot. Southpaw Movie

Nie pamiętasz przebiegu walki, wiesz tylko że była trudna i kilka razy oberwałeś potężnie po głowie. Promotor rzucił Cię na pożarcie swojemu prospektowi. W trzeciej rundzie jednak dałeś rade go zranić. W narożniku trener ocucił Cię mocnym plaskaczem i wykrzyczał byś wziął się do roboty. Jest tylko jedna szansa na zwycięstwo. Nokaut. Masz na to całe 3 minuty. Z boku wydaje się to niewiele, w ringu jest to wieczność. Gong. Ruszasz jak czołg. Albo Ty albo on. Nie ma innego rozwiązania. Wygra ten kto bardziej tego pragnie. Twoje pragnienie jest bardzo silne. Silniejsze niż instynkt samozachowawczy. Inkasujesz kolejne bomby i wciąż przesz na przód. Nikt nie wie jakim cudem. Trafiasz raz, drugi, trzeci. Przeciwnik chwieje się na nogach. Dopadasz go w narożniku. Sędzia przerywa walkę.

Fot. Southpaw Movie

Wygrałeś! Emocje są tak wielkie, że aż się rozpłakałeś. Padasz na kolana na środku ringu. Podchodzi do Ciebie trener i promotor, który teraz woli Ciebie od poprzedniego prospekta. To tylko biznes. Dopóki wygrywasz wszyscy chcą być przy Tobie. Kiedy przegrasz zostają tylko prawdziwi przyjaciele. Musisz pamiętać kto był przy Tobie w najgorszych chwilach i robić swoje. To dopiero początek drogi.

Fot. Southpaw Movie

Dodaj komentarz