TYGRYS, KTÓRY PILNOWAŁ TYLKO WŁASNEGO TERYTORIUM…

Dariusz Michalczewski (fot. Tiger Promotions)
Dariusz Michalczewski (fot. Tiger Promotions)

Przed Wami nowy cykl! Przybliżymy Wam walki, oraz bokserów, którzy mogli się zmierzyć między sobą, ale ostatecznie z różnych powodów nigdy w jednym ringu nie stanęli. Najważniejszy warunek naszej serii : ich walka musiała być realna, to znaczy, ta sama waga, ta sama epoka! Na początek posiadacz jednego z najlepszych lewych prostych w dziejach boksu vs złote dziecko amerykańskiego pięściarstwa!

 

W czasach, gdy prezydentem Polski był Aleksander Kwaśniewski, a naszego państwa nie było jeszcze ani w Unii Europejskiej, ani nawet w NATO jednym z najbardziej wyczekiwanych pojedynków w światowym boksie była walka Polaka, Dariusza “Tigera” Michalczewskiego ze znakomitym amerykańskim czempionem, Royem Jonesem Jr, który co ciekawe, a może NIE ciekawe walczy do dziś dnia.

Zanim spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, czemu tego starcia nigdy nie zobaczyliśmy i jak w ogóle Polak i Niemiec dotarli do momentu, że ich walkę chciał zobaczyć chyba każdy pięściarski kibic na świecie, przeanalizujmy ich drogę na szczyt wagi półciężkiej. Droga, mimo że bardzo kolizyjna, w przypadku tej dwójki nigdy przecięta nie została. A szkoda.

POCZĄTKI

Dariusz urodził się w 5 maja 1968 roku w Gdańsku i jak sam wspomina, od zawsze był bardzo silny i bardzo odważny, wiedział kim jest i nie zamierzał nikomu schodzić z drogi. Jednym słowem miał charakter, który w przyszłości nie raz i nie dwa pomógł mu w wielu ciężkich sytuacjach. Istotny wpływ na kształtowanie młodego Darka miała poważna choroba jego ojca. Gdy zachorował przyszły “Tiger” miał zaledwie 5 lat. Ojciec zmarł 7 lat później, gdy nasz bohater uczęszczał do 6 klasy szkoły podstawowej. Latem tamtego roku jego świadectwo było wyjątkowo dobre, na tyle dobre, że chciał się nim pochwalić swojemu tacie. Niestety nie zdążył…

Zobacz obraz źródłowy

Śmierć ojca, a także smutne realia i “perspektywy” ówczesnej Polski lat 80 XX wieku sprawiły, że życie Darka wyglądało naprawdę niespecjalnie. Matka ciężko pracująca na utrzymanie rodziny, dzieci starające się jej pomóc w miarę swoich możliwości i tak mijał dzień za dniem. Boksem Michalczewski zainteresował się w wieku 12 lat, od początku dostrzeżono jego ogromny potencjał, otoczono wsparciem finansowym, a on sam przez wiele, wiele następnych lat udowadniał, że była to doskonała decyzja.

16 stycznia 1969 roku w Pensacoli przyszedł na świat Roy Jones Jr. i podobnie jak Polak, od samego początku uchodziła za niesamowity talent, obdarzony naturalnymi predyspozycjami do boksu. Gdy miał kilkanaście lat i wygrywał turniej za turniejem było wiadome, że przy odpowiednim prowadzeniu mamy do czynienia z przyszłym mistrzem świata.

KARIERA AMATORSKA

Jak już wspomnieliśmy, obydwaj od początku wykazywali niesamowity talent do boksu, co już w boksie amatorskim zaowocowało szeregiem medali oraz pucharów. Najważniejszym triumfem “Tigera” jest złoty medal mistrzostw Europy z roku 1991, zaś Jones może się pochwalić srebrnym medalem wywalczonym na Igrzyskach w Seulu trzy lata wcześniej, gdzie po gospodarskiej decyzji przegrał finał…Do dziś wydarzenie to uważane jest za jeden z największych skandali w historii Igrzysk. Tak czy inaczej już na początku swojej wielkiej kariery zarówno jeden jak i drugi potwierdzili, że należy się z nimi liczyć bardzo poważnie.Zobacz obraz źródłowy

KARIERA ZAWODOWA

W kwietniu 1988 roku Dariusz Michalczewski zdecydował się na najlepszy swoim zdaniem krok. Tak po latach wspominał tamten pamiętny dzień : “Nie wiem, czego w tamten wieczór polało się najwięcej-piwa, wódki czy łez?”. Decyzja jednak zapadła, to w Niemczech, a nie w Polsce czeka lepsza przyszłość. Zerowa znajomość języka, bardzo trudne położenie, jednym słowem piekielnie trudny początek na obcej dla siebie ziemi. Trenować jednak trzeba było, więc Dariusz trenował. Również i Niemcy szybko poznali się na jego talencie i praktycznie z miejsca, po serii udanych sparingów z gwiazdami niemieckiego boksu dostał propozycję występów w mocnej Bundeslidze.

Po złocie z mistrzostw Europy, o którym wspominaliśmy wcześniej zdecydował, ze czas spróbować szczęścia na ringu zawodowym. Spróbował i to jak! Debiutował w 1991 roku, kończył w 2005. Czternaście lat pełnych pięknych wspomnień i spektakularnych sukcesów i tylko dwa ciernie. No może trzy. Był pierwszym Polakiem, który został zawodowym mistrzem świata. Pierwszym, który pas obronił i pierwszym, który zdobył go w dwóch dywizjach. W uznaniu ogromnych zasług federacja WBO nazwała go czempionem wszech czasów, zaś sam “Tiger” ma w swoim cv kilka bardzo mocnych nazwisk, w tym jedno po stronie pokonanych, jakim nie może się pochwalić żaden inny Polak. Tym skalpem jest oczywiście punktowa wygrana nad Virgilem Hillem, znakomitym amerykańskim pięściarzem, członkiem Międzynarodowej Bokserskiej Galerii Sław.

Zobacz obraz źródłowy

W ciągu tych wszystkich lat przytrafiła się również słynna kontrowersja. Chodzi oczywiście o dyskwalifikację Graciano Rocchigianiego. Michalczewskiemu w tej walce wybitnie nie szło, jednak trudno mieć do niego żal, że nie wstał po ciosie, który po KOMENDZIE arbitra z premedytacją wyprowadził Rocky! Tylko idiota bije po komendzie i później płaczę, jak mocno to on jest pokrzywdzony. Ogółem “Tiger” dobił do bilansu 48 wygranych, 36 przed czasem, a także dwóch porażek, które przytrafiły mu się pod sam koniec kariery. Mając rekord 48-0 przystąpił do walki z nieżyjącym już Julio Cesarem Gonzalezem i zdaniem dwóch z trzech sędziów punktowych był w tym pojedynku zawodnikiem gorszym. Z werdyktem nie mogło pogodzić się jednak wielu kibiców i ekspertów, do rewanżu nigdy nie doszło. Na sam koniec, zupełnie niepotrzebnie mający najlepsze lata za sobą Dariusz dał się pokonać Tiozzo i tym smutnym akcentem pożegnał się z zawodowym boksem. Nie tak jak powinien, ale szacunek, że nie szukał jak wielu dziś 5 czy 6 okazji na powrót, czy obicia “buma” na sam koniec, by odejść z triumfem w ostatnim występie. Mimo to mógł być z siebie dumny. Długoletnie panowanie w wadze półciężkiej, 23 obrony, co do dziś dnia jest REKORDEM tej znakomitej przecież dywizji.

Rok po skandalicznej decyzji na Igrzyskach w Seulu na zawodowe ringi przeniósł się Roy Jones Jr. i wytrwał w nich (mimo ogromnej złości wielu fanów) aż do roku 2018!

29 lat, pełnych niesamowitych sukcesów, gdy punktował takich asów jak Bernard Hopkins, James Toney czy Virgil Hill. Ogółem dobił do mistrzostwa w CZTERECH kategoriach, od średniej aż do ciężkiej, przeskakując jedynie cruiser. W czasach swojej świetności uchodził za najlepszego pięściarza bez podziału na kategorię wagowe, dominował niesamowicie, a jego najlepsze akcję zapierały dech w piersiach.

Zobacz obraz źródłowy

Tak było 25, 20, czy 15 lat temu. Ale od tego czasu wiele się zmieniło. Już w walce z Joe Calzaghe, przegranej przez siebie wyraźnie na punkty wielu kibiców doradzało mu odejście na emeryturę, bo zatracił swoje największe walory. Jones jednak nie posłuchał i uparcie kontynuował karierę, zaliczając po drodze m.in sromotny nokaut od Lebiediewa. Przykro się to oglądało i ciężko było zrozumieć, dlaczego on ciągle walczy, dlaczego w końcu nie da sobie spokoju. Jednak mimo fatalnej ostatniej dekady zapamiętamy go przede wszystkim jako fantastycznego pięściarza, który swoim stylem boksowania dawał radość, który w swoim “prime” nie miał sobie równych.

TIGER VS JUNIOR, CZYLI STARCIE ŚWIATÓW

Przez wiele lat Michalczewski i Jones okupowali pierwsze miejsca w rankingu najlepszych półciężkich świata, jednak do ich długo wyczekiwanej walki nigdy nie doszło. Dlaczego? Chciwość jednego czy drugiego? Niechęć do opuszczania własnego ringu? Wygoda, bo “tak było lepiej”? Wszystko po trochu? Tego nie dowiemy się nigdy. Wiemy, że zarówno jeden jak i drugi był u siebie “kimś”, zarabiał ciężkie pieniądze, miał przychylność kibiców i mediów. Dziś możemy gdybać, bo by było gdyby, ale tego się nie dowiemy. Nasz ukochany sport widział różne historię, szkoda że jedna z najbardziej oczekiwanych walk końca XX wieku nigdy nie doszła do skutku. Stracił na tym przede wszystkim BOKS!Zobacz obraz źródłowy

Dodaj komentarz