Ukraińscy mistrzowie, a gdzie Polacy!?

Kolejne gale za nami, następne pasy dla Ukraińców, dlaczego nie dla Polaków? Pytanie niby proste, a tak naprawdę temat rzeka…
Czy nasz system szkolenia nie istnieje? Czy naszym bokserom za dużo się płaci przez co nie chce im się walczyć? Z drugiej strony przeciwnie – nie ma kasy nie ma wyników? Może nie ma wystarczającego rynku – za mały target aby się opłacało inwestować w ten sport?

Kasa! Bez tego ani rusz…

 

Przecież mieliśmy swoich zawodowych Mistrzów Świata ( i wciąż mamy m.in. Główka ), a wydatki państwa na sport idą w miliardy rocznie.
Tak, tak, MILIARDY idą na sport, ale niestety nie na boks.
Dotacja dla PZB w 2016 roku to oszałamiające niecałe 4 miliony.
Wiedząc, że na przygotowania (sztab szkoleniowy liczący całe 20stu kilku trenerów, obozy itp.) do Igrzysk Olimpijskich / Mistrzostw Świata i Europy związek wydał lekko ponad 2 mln złotych. Nasuwa się jedna myśl – nie mamy co liczyć na wielkie osiągnięcia i “falę” Polskich czempionów. Pozostają nam mniej znaczące pasy…

Czy mając do wydania kilka milionów złotych boks w naszym kraju może się w ogóle rozwinąć?!
Brak całościowego narodowego programu rozwoju. Brak inwestycji w infrastrukturę, w zawodników, w rozwój kadry trenerskiej. A gdy już pojawi się jakiś zdolny amator, to zaraz przeskakuje na zawodowstwo. I nie ma się co dziwić, kasa od promotora, sponsorów, stypendia i nagrody od miast z których pochodzą.

 

Zawodnik “kontra” Promotor?

 

Polska to piękny kraj super pojedynczych mistrzów (mistrzostwo zdobyte ogromem pracy oraz samozaparciem).
Niestety (albo i stety) często jest to wynikiem “pomocy” osoby dzięki której można sobie pozwolić na nowy samochód, wakacje, dom. Tylko że kariera zawodnika nie zawsze jest prowadzona z uwzględnieniem najlepszej drogi bokserskiego rozwoju.

Polski kibic przyzwyczaił się już do budowania rekordu najlepiej z zerowym wynikiem przegranych. Później najczęściej szybkiej i bolesnej weryfikacji prezentowanej klasy w walce mistrzowskiej, lub tzw. eliminatorze. I co wtedy? Nasze grupy promotorskie nie są aż tak bogate aby przebijać oferty na walki o pasy w naszym kraju. Pozostają więc gale z walkami wieczoru bez wielkiej wartości marketingowej. Ciągnie to za sobą oczywiście mniejszą frekwencje w halach, a na tym tracą wszyscy. Zawodnicy walczą rzadziej, ze słabszymi/tańszymi przeciwnikami. Mniej przygotowań, mniej sparingów…

 

Boks amatorski jeszcze żyje – ale jak długo?

 

Amatorstwo? Praca u podstaw? Adepci w wielu miastach ćwiczą w salach z lat zeszłego tysiąclecia, często niedofinansowanych, działających na zużytym sprzęcie, gdzie trenerami są albo pasjonaci sportu, albo nauczyciele wf’u itp. Oczywiście są kluby bokserskie w których młodzi mogą się rozwijać w fajnych warunkach, pod okiem dobrych coach’ów. Jednak nie jest to norma w naszym kraju, a raczej wynik inwestycji osób prywatnych, pojedynczych miast.
Nie ma sukcesów amatorskich, nie ma sukcesów w zawodowstwie, kogo za ten stan należy obwiniać?
Góra biedna, to nie daje na trenerów. Trenerzy o mniejszych umiejętnościach, to zawodnicy słabiej wyszkoleni. Słabsi zawodnicy, to odpadanie we wczesnych fazach drabinek mistrzowskich. I kółko się zamyka.
Nasi adepci wyraźnie odstają w najważniejszych momentach od reszty świata. Brakuje walk, wygranych, turniejów i nagród.
Do tego dochodzą niepokojące wiadomości o wycofaniu boksu z IO w Tokio …

 

Wschód nową siła w świecie boksu!

 

Co z Ukraińcami? Czemu akurat o nich zahaczyłem? Odpowiedź jest prosta: Usyk, czy Łomaczenko, czy Gvozdyk to medaliści olimpijscy. Zawodnicy jeszcze jako amatorzy sięgający także po tytuły Mistrza Świata / Europy. Mimo co najmniej tak samo “trudnych” warunków rozwoju ich kariery właśnie rozkwitają. Są pięknym przykładem jak determinacją oraz właściwą drogą rozwoju można osiągnąć szczyt.
Oczywiście za wszystkim stoi świetna “sowiecka” (choć także bardzo nowoczesna) szkoła trenerska (taka jakiej nam obecnie brakuje). A dokładniej ojciec Wasyla – Anatolij. Człowiek który postrzegany jest przez zawodników nie tylko jako trener. Jest dodatkowo mentorem, psychologiem, prawdziwą opoką, dzięki której mogą przesuwać swe granice! Nie boję się porównać go do nieodżałowanego Feliksa Stamma!

A Polacy? Od ponad 26 lat czekają na jakikolwiek medal olimpijski (ostatni Wojciech Bartnik – brąz Barcelona ’92), Mistrzostwa Świata – 15 lat…


Czy boks jeszcze można uratować?


Dodatkowo niedawne wykluczenie Okręgowego Związku Bokserskiego w Łodzi za nagminne naruszanie statutu związku PZB oraz AIBA.
W dzisiejszych czasach gdy każdy patrzy tylko na siebie, nawet tak czysta idea jak boks amatorski musi walczyć o przeżycie.
Więc jak ma być lepiej, skoro jest coraz gorzej?! Czy większe pieniądze od Ministerstwa Sportu załatwią sprawę?
Czy w ogóle Ministerstwo Sportu patrzy przychylnym okiem w stronę tej dyscypliny? Śmiem wątpić. Lobby bokserskie nie jest na tyle silne (jeśli w ogóle istnieje) aby namówić posłów/senatorów na jakąkolwiek pomoc, plan odbudowy. W przeciwieństwie do wielu innych dyscyplin (dumnie nazywanych “sportem narodowym”) media za wiele nie pomagają, nie ma tego pozytywnego PR’u który mógłby podbić wartość medialną.
Nawet nasi mistrzowie, osoby znaczące w świecie tego sportu, nie istnieją w mediach.

Niestety wieloletnie zaniedbania szkoleniowe, brak funduszy w świecie amatorów,a także boks zawodowy mało eksponowany i promowany w mediach słabo rokuje przyszłości tej dyscypliny.

Czas zakasać rękawy, promować mistrzów, kupować PPV, jeździć na gale, i tylko tak MY kibice możemy pomóc boksowi wrócić na szczyt zainteresowania mediów, sponsorów, kibiców.

Dodaj komentarz