Pajacyk od wielu lat dożywia dzieci. Pamiętaj, że kliknięcie w brzuszek, to pierwszy krok, by pomóc dzieciom.

Przez wiele ostatnich lat waga ciężka mimo swojego historycznego prestiżu była przez wielu fanów traktowana po macoszemu. Wszystko za sprawą braci Kliczko, którzy w sposób niepodważalny zdominowali tę kategorie, odprawiając jednego rywala za drugim. Mimo, że oprócz nich było jeszcze kilku naprawdę dobrych bokserów, jak David Haye czy Aleksander Powietkin, nikt nie miał wątpliwości, kto rozdaje karty. Wątpliwości te rozwiali również sami bracia, bardzo wyraźnie punktując i Brytyjczyka i Rosjanina (chociaż ten drugi został de facto “zaklinczowany”). Problemem był wiec brak rywali zdolnych do wyrównanej rywalizacji z Ukraińcami a także ich więzy krwi. Raz danej matce obietnicy, że nie będą ze sobą walczyć nigdy nie złamali. Tak więc w królewskiej kategorii wiało właściwie nudą, sytuacji nie poprawiał styl walki młodszego z braci, który po odejściu Witalija przejął tytuł najlepszego boksera dywizji.

Jednak wraz z upływem lat coś zaczynało się ruszać. Jedyny brakujący Władimirowi pas zgarnął Bermane Stiverne,  jednak jakiś czas później musiał go oddać medaliście olimpijskiemu z Pekinu, obdarzonemu bardzo dobrymi warunkami fizycznymi i niespotykanym właściwie uderzeniem Deontayowi Wilderowi. To był pierwszy, wtedy jeszcze przez niektórych wyśmiewany krok do odbudowy wagi ciężkiej.  Później Amerykanin wielokrotnie bronił pasa, jednak poziom jego rywali pozostawiał wiele do życzenia, aż do czasu ostatniej potyczki z niepokonanym wtedy Kubańczykiem Luisem Ortizem. Wilder pokazał w tej walce wielkie serce do boksu i ostatecznie zakończył pojedynek przed czasem. Kilka ładnych miesięcy po zdobyciu pasa WBC przez „Brązowego Bombardiera” trzy mistrzowskie pasy stracił Władimir Kliczko. Na swoim niemieckim ringu musiał uznać wyższość Brytyjczyka, Tysona Fury, człowieka zagadki, który momentami “kreował” postać szaleńca, jednak pokazał, że boksować potrafi jak mało kto. Gdy wydawało się, że Fury pójdzie po ostatni brakujący pas i pełną unifikację niespodziewanie przepadł. Ogromna nadwaga oraz depresja wyeliminowały go z boksu na 2,5 roku! Jednak teraz powoli wraca, chodzą słuchy o praktycznie pewnej walce z Wilderem. Na ile jest to promocja obydwu zawodników pozostających w cieniu Anthony’ego Joshuy, a na ile realne zestawienie, trudno na ten moment ocenić. Wspomniany właśnie Joshua, mistrz olimpijski z Londynu, to obecnie największa gwiazda wagi ciężkiej. Znakomita walka z Władimirem Kliczko, świetny promotor + setki tysięcy kibiców zapewniają mu nie tylko ogromną popularność, ale również fantastyczne zarobki. Dziś jest celem numer jeden dla 99% bokserów, starcie z nim to wypłata życia. Wilder, Fury i Joshua to obecnie trzy największe nazwiska w tej dywizji, wszyscy niepokonani, pewni swego, z uznanymi przeciwnikami w CV. Trudno oceniać ich szanse w wewnętrznej rywalizacji, każdy z nich ma to coś, co sprawia, że absolutnie nie należy go skreślać.

Oprócz nich jest jeszcze kilku zawodników, którzy należą się do ścisłej czołówki tej dywizji, chociaż w powszechnej opinii są o krok z tyłu. Do tego grona należy zaliczyć mistrza olimpijskiego i byłego posiadacza pasa WBA regular Rosjanina Aleksandra Powietkina. Mimo upływających lat „Sasza” to nadal groźny zawodnik, który w mgnieniu oka może wykorzystać chwilę zawahania u przeciwnika i strzelić potężnym ciosem (a potrafi uderzyć jak mało kto, Takam, Perez i kilku innych przekonało się o tym doskonale). Wciąż nie należy skreślać Luisa Ortiza, „King Kong” podobnie jak i Powietkin ma już swoje lata, jednak w ostatniej walce z Wilderem pokazał, że nawet w tym wieku może realnie zagrozić każdemu. Innym wartym uwagi zawodnikiem jest ciągle młody, zaledwie 26 letni były mistrz świata federacji WBO Joseph Parker. Nowozelandczyk co prawda notuje ostatnio fatalny pod względem sportowym okres (przegrane z Joshuą i Whyte’m), jednak z racji już zdobytego doświadczenia, umiejętności, niezłego ciosu i odporności może jeszcze kiedyś, przy sprzyjających warunkach wrócić na tron. W przeciwieństwie do niego świetny czas przeżywa właśnie Dillian Whyte. „Łajdak” to bokser o niesamowitym sercu do walki, potrafiący uderzyć i dużo przyjąć. Widowiskowy styl dla oka i brytyjski paszport zapewniają mu całkiem niezłą pozycję na rynku. Po brutalnym nokaucie na byłym czempionie WBA regular Lucasie Brownie, a przede wszystkim mocno dyskutowanej punktowej wygranej nad Parkerem, jego notowania mocno poszły w górę. Jest wysoko klasyfikowany w różnych prestiżowych federacjach, posiada tytuł WBA Silver i czeka na szanse walki o mistrzostwo świata.

Oprócz nich jest jeszcze paru naprawdę dobrych bokserów, którzy na ten moment nie łapią się do ścisłej elity, jak Hughie Fury, Kubrat Pulew, Adam Kownacki, Jarell Miller, Dominic Breazeale. Tej grupie zawodników będzie prawdopodobnie bardzo ciężko wywalczyć mistrzowski pas, może poza Furym, który ma dopiero 23 lata i ciągle się rozwija, jednak podobnie jak Whyte jedną szanse już zmarnował. Znacznie ciekawiej zapowiadają się jednak kariery tych, którzy wagę ciężką wzmocnili stosunkowo niedawno. Są w tym gronie medaliści Igrzysk Olimpijskich, mistrzowie świata.



Iwan Dyczko – urodzony w 1990 roku olbrzym z Kazachstanu obdarzony imponującymi warunkami fizycznymi, to wielka postać ringów amatorskich, dwukrotny brązowy medalista olimpijski, medalista mistrzostw świata. Jeśli wierzyć , mierzy aż 206 centymetrów. Póki co 7 zawodowych walk, 7 wygranych przed czasem. Ma wyszkolenie, warunki i cios. Warto obserwować.



Filip Hrgović – chorwacki medalista olimpijski to jeden z najciekawszych zawodników młodego pokolenia. Zaledwie 26 letni bokser swoją przyszłość związał z Sauerlandem i może być lekarstwem na kłopoty słynnej niemieckiej grupy. Na ten moment wszystkie 6 walk wygrał, 5 przed czasem, w tym z Amirem Mansourem.



Tony Yoka – Francuz, mistrz olimpijski z Rio z roku 2016 (chociaż nie brakowało kontrowersji) już narobił sporo zamieszania na zawodowych ringach, jednak nie tyle za sprawą wielkich dokonań, tylko z powodu zamieszania z miejscem swojego pobytu, które aż cztery razy uniemożliwiło przeprowadzenie kontroli antydopingowej. W swoim ostatnim pojedynku porozbijał twardego przecież Davida Allena. Ma 26 lat i całkiem niezłe perspektywy



Efe Ajagba – nigeryjski prospekt dysponujący bardzo dobrym ciosem, uczestnik igrzysk olimpijskich, wielka nadzieja afrykańskiego boksu. Dużym atutem są bardzo dobre warunki fizyczne, szczególnie zasięg rąk. W gronie zawodowców wygrał 6 walk, 5 przed czasem, 1 na skutek…opuszczenia ringu przez rywala. Paradoksalnie ta ostatnia wzbudziła największe zainteresowanie zawodnikiem. Warto dodać, że liczy raptem 24 lata.



Jewgienij Tiszczenko – na amatorskich ringach zdobył wszystko, złoto na mistrzostwach Europy, Świata oraz igrzyskach ( to ostatnie wzbudziło ogromne kontrowersje) na zawodowych ringach debiutował w sierpniu tego roku. Podobnie jak poprzednicy obdarzony bardzo dobrymi warunkami fizycznymi. Jako, że jest Rosjaninem, raczej nie będzie miał problemu z odpowiednim promotorem, który zdoła w ciągu 3/4 lat zorganizować mu walkę o mistrzowski pas. Chyba, ze potknie się gdzieś po drodze. Rocznik 1991.



Joe Joyce – zdecydowanie najstarszy z tego grona, urodzony w 1985 roku Brytyjczyk to wicemistrz olimpijski z Rio. Z racji wieku musi się śpieszyć, póki co zawodnik o karierę,  którego dba David Haye, ma na koncie 5 zwycięskich walk, 5 przed czasem. Jego kolejnym przeciwnikiem ma być Gruzin Iago Kiladze.



Daniel Dubois – wielka nadzieja brytyjskiego boksu, zaledwie 21 letni zawodnik, który miał już okazję sparować z Aleksandrem Powietkinem. Wróży się mu wielką karierę, jednak póki co skupia się on na systematycznym zdobywaniu doświadczenia. 8 walk, 8 wygranych przed czasem.


Jak więc można zauważyć, waga ciężka ma się obecnie całkiem dobrze. Trzech świetnych bokserów (Wilder, Fury, Joshua), z których trudno wskazać najmocniejszego, bardzo dobra grupa pościgowa, zaplecze na naprawdę dobrym poziomie oraz całą grupa bokserów w ogromnej większości urodzona w latach 90 XX wieku, która ma nie tylko ogromne ambicję, ale również realne szanse na osiągnięcie wielkich sukcesów. Tak więc szykują się nam naprawdę konkretne minimum kilka lat, z wieloma fantastycznymi walkami możliwymi do zorganizowania. Będzie się działo!

Dodaj komentarz