Wyznania „BOKSOHOLIKA” #1: Biznes czy sport? Walki do, których nie doszło…

Don King ze swoim znakiem rozpoznawczym jakimi były flagi w dłoni. (fot. materiały prasowe)
Don King ze swoim znakiem rozpoznawczym jakimi były flagi w dłoni. (fot. materiały prasowe)

Cześć mam na imię Krystian i jestem uzależniony od boksu. Mam 27 lat i marzę aby piękno rywalizacji wygrało z biznesem, marzę aby najlepszy walczył z najlepszych bez kalkulacji i bez asekuracji.

W pierwszym odcinku wyznań „BOKSOHOLIKA” chciałbym skupić się na odwiecznym problemie tejże pięknej dyscypliny, a mianowicie przytłaczającej mocy biznesu, która często ingeruje w świat boksu.

„Aby stać się najlepszym należy pokonać najlepszych”

Gdyby boks kierował się jedynie tymi słowami czy nie było by pięknie? My kibice dostalibyśmy walki o jakich marzymy, a zawodnicy pieniądze i chwałę. Czy to tak wielkie wymagania? Roberto Duran, Evander Holyfield czy Cassius Marcellus Clay Jr. znany wszystkim jako legendarny Muhammad Ali, ci zawodnicy wręcz idealnie rozumieli znaczenie tych słów. Wiem również, że wiele innych bokserów marzy aby móc kierować się tą maksymą.

Niestety grupy promotorskie, stacje telewizyjne i poszczególni menedżerowie mają nieco inne podejście. Ile mamy przykrych dla nas przykładów, w których przez wyżej wymienionych gigantów świata bokserskiego nie doszło do walki do której powinno dojść. Musiało dojść ze względu na poziom bokserski reprezentowany przez dwóch zawodników w swojej szczytowej formie. Przecież odwieczne pytanie nas kibiców jest niezmienne: Kto aktualnie jest najlepszy? Mnie osobiście nie satysfakcjonują przemyślenia ekspertów i statystyka w postaci suchych cyferek. Kolokwialnie pisząc ja chcę walki, chce krwi…

Niezliczona ilość walk które musiały dojść do skutku nie znalazły finału w ringu z różnych przyczyn, aczkolwiek skłonie się do odważnej tezy, że w każdym z tych przypadków, choć przy niejednakowej intensywności swoje trzy grosze dorzucał właśnie tak bardzo nie lubiany przeze mnie biznes. Moja lista wymarzonych walk, które nigdy się nie odbyły jest spora, postaram się jednak ograniczyć do kilku najbardziej wyczekiwanych.

Siergiej „Krusher” Kowalow vs Adonis „Superman” Stevenson

W 2014 roku „Krusher” był mistrzem świata w wadze półciężkiej aż trzech federacji (WBO, WBA, IBF) i miał na swoim rozkładzie takie nazwiska jak: Bernard Hopkins, Blake Caparello, Cedric Agnew czy Ismajił Siłłach. Oprócz dobrego wyszkolenia technicznego Siergiej bił niemiłosiernie mocno. Kruszył swoich rywali jeden po drugim. W 2015 roku dwukrotnie przed czasem poległ z nim twardy Jean Pascal. Po tych pojedynkach jego bilans to 28 walk z czego 27 wygranych (25 zakończonych przed czasem) i 1 remis.

Sergey Kovalev po jednej ze swoich wygranych walk. (for. HBO)
Sergey Kovalev po jednej ze swoich wygranych walk. (for. HBO)

„Superman” za to był mistrzem świata wagi półciężkiej federacji WBC i w 2015 roku można stwierdzić, że miał „mocniejsze” nazwiska na swoim rozkładzie m.in. Tommy Karpency, Dimitrij Suchocki, Andrzej Fonfara, Tony Bellew, Tavoris Cloud czy Chad Dawson. Walki Adonisa zawsze elektryzowały publiczność, był eksplozywnym puncherem o równie niesamowitej sile ciosu co „Krusher”. Jego bilans w 2015 roku wynosił 27 walk 26 wygranych (w tym 22 przed czasem) i 1 remis. Potencjalna walka tych dwóch pięściarzy budziła w nas kibicach ogromne emocje, wiele było opinii, że szczęka Adonisa nie jest na tyle wytrzymała, aby oprzeć się sile ciosu Sergieja. Wiele osób mówiło również, że jednak doświadczenie Stevensona pozwoli mu zwyciężyć z dość „surowym” Rosjaninem. Finalnie po głębszej analizie w ich potencjalnej walce stawiałem na „Krushera”. Niestety to jest jedna z tych walk, których już nigdy nie zobaczymy. Adonis Stevenson 1 grudnia 2018 roku został ciężko znokautowany przez Aleksandra Gwozdyka. Po walce trafił do szpitala gdzie zdiagnozowano silne wstrząśnienie mózgu. Lekarze wprowadzili Adonisa w śpiączkę farmakologiczną po czym przeprowadzili operację. Ostatecznie stan Adonisa poprawił się i robi on wszystko aby wrócić do poprzedniej dyspozycji. Boks pisze piękne lecz okrutne historie.

Dariusz „Tiger” Michalczewski vs Roy Jones Junior

Tej walki chciał każdy fan, ekspert czy dziennikarz bokserski. Dariusz Michalczewski wielki mistrz wagi półciężkiej bronił swojego tytułu aż 23 krotnie, więcej obron miał jedynie legendarny Joe Louis (25). Mistrzowski tytuł utrzymał aż przez 9 lat czym zbliżył się do rekordu wielkiego Rocky Marciano. Jego lewy prosty był jednym z najlepszych w tej kategorii wagowej. Na swojej liście miał takie nazwiska jak: Richard Hall, Graciano Rocchigiani, Montel Griffin czy Virgil Hill. Można pisać o wielu sukcesach bokserskich Pana Dariusza, jednak ma się wrażenie, że zabrakło przysłowiowej „kropki nad i”.  Po tym jak „Tiger” zdobył mistrzostwo wagi półciężkiej trzech federacji: WBA, WBO, IBF postanowił bronić tylko jednego z nich. I tak zaszył się na terytorium Niemiec i wielokrotnie bronił tytułu mistrzowskiego WBO.

Roy Jones Jr. (fot. materiały prasowe)

W tym czasie w Ameryce swoją niepowtarzalną kartę w historii boksu pisał legendarny Roy Jones Junior. Przygodę zaczął od zdobycia mistrzostwa świata w kategorii średniej po czym po kilku walkach wygranych w tym jednej obrony mistrzowskiego pasa zdecydował się przejść do wagi super średniej gdzie w walce o mistrzostwo świata federacji IBF pokonał na punkty Jamesa Toney’a. Roy nie myślał ani na chwilę o zwolnieniu tempa i po kilku zwycięskich walkach w 1996 roku przeszedł do wagi półciężkiej. W tej kategorii wagowej również nie brał jeńców i został mistrzem federacji WBC (najpierw w wersji tymczasowej po czym gdy aktualny mistrz Fabrice Tiozzo zmienił kategorię wagową Roy został pełnoprawnym mistrzem). Wielkość Roya rosła bez ograniczeń, a w 2003 roku jako drugi bokser w historii został mistrzem wagi ciężkiej będąc wcześniej mistrzem wagi średniej. Pas ten zdobył w walce z Johnem Ruizem. Roy był genialny pod każdym względem: szybkość, siła, refleks, niekonwencjonalny styl, dynamika, praca nóg, po prostu pięściarz kompletny. Na swoim koncie miał takich rywali jak: Antonio Tarver, John Ruiz, Julio Cesar Gonzalez, Richard Hall, Virgil Hill, Montel Griffin czy Vinny Pazienza.

Coraz to więcej osób mówiło o walce dwóch wielkich półciężkich. Jednak to Roy miał więcej pasów mistrzowskich ponadto walczył w Ameryce gdzie boks był jednym z najpopularniejszych dyscyplin sportowych, co za tym idzie zysk z tej walki byłby co najmniej zadowalający. „Tiger” jednak nigdy nie zdecydował się na taką walkę ostatecznie kończąc swoją karierę w 2005 roku po przegranej walce z Fabrice Tiozzo. Roy Jones Junior walczył jeszcze długo bo aż do 2018 roku chociaż większość kibiców chciała by aby jego kariera bokserska zakończyła się w 2008 roku po przegranej walce z genialnym Joe Calzaghe. Osobiście uważam, że z tej walki zwycięsko mógł wyjść tylko jeden bokser – Roy Jones Jr. W swoich czasach świetności po prostu walczył w innej lidze, a w niej znajdował się tylko on i jego utwór „Can’t Be Touched”.

Tomasz „Góral” Adamek vs Dawid „Hayemaker” Haye

Pan Tomasz jest pierwszym Polakiem, który zdobył „Muhammad Ali Giant Award” nagrodę imienia Muhammada Allego oraz prestiżowy pas mistrzowski magazynu „The Ring”. W 2000 roku zrezygnował z przygotowań do Igrzysk w Sydney i przeszedł na zawodowstwo. W 2005 roku „Góral” został mistrzem wagi półciężkiej federacji WBC. Stoczył wtedy niezapomniany bój z Australijczykiem Paulem Brigsem, walka trwała 12 rund lecz ostatecznie Polak wygrał stosunkiem głosów dwa do remisu. Następnie obronił dwukrotnie mistrzowski pas po czym uległ na punkty świetnemu wtedy Chadowi Dawsonowi. Jak sam stwierdził Chad był dla niego za szybki. Po tej porażce Tomasz Adamek przeszedł do kategorii junior ciężkiej gdzie moim zdaniem osiągnął swoją szczytową formę. Był szybki, bił niesamowite kombinacje, jego szczęka wydawała się być z samego granitu, a jego prawy krzyżowy potrafił położyć na deski każdego. Zdobył pasy mistrzowskie IBF i IBO, a w 2009 roku miał na swojej liście takich rywali jak: Bobby Gunn, Johnathon Banks, Steve Cuningham, O,Neil Bell, Luis Andres Pineda czy Paul Briggs.

Pozostałe pasy mistrzowskie tj. WBC i WBA pod koniec 2007 roku posiadał już świetny David Haye. Brytyjczyk był niesamowicie szybki, posiadał dużą eksplozywność, a do tego jego styl był dość niekonwencjonalny. Dawid ponadto posiadał błyskawiczny refleks i bardzo dobrą pracę nóg. W 2008 roku na swoim koncie miał już takie nazwiska jak: Monte Barret, Enzo Maccarinelli, Jean Marc Mormeck czy Giacobbe Fragomeni. Style i aktualna dyspozycja tych dwóch pięściarzy gwarantowałyby nam wielkie emocje. Podobnie uważał Lee Groves z magazynu „The Ring”, który twierdził, że „ich walka to największy niedoszły do skutku szlagier w dziejach kategorii junior ciężkiej”. Mimo sentymentu do Polaka uważam, że z takiego starcia zwycięsko wyszedł by David Haye. W ich potencjalnej walce całym sercem był bym za naszym „Góralem” jednak w mojej opinii to David górował w większości aspektów. Jedynie w czym Brytyjczyk nie mógł się równać z Panem Tomaszem to serce do walki, wytrzymałość i nieustępliwość. Zresztą mało który pięściarz mógłby mu w tym dorównać i to na pewno sprawiło by, że tej walki my kibice nigdy byśmy nie zapomnieli.

Powyższe walki to jedynie „kropla w bokserskim morzu”, a obserwując sytuację w boksie dojdzie nam o wiele więcej upragnionych nieodbytych walk.

Takim mianem zagrożone jest starcie Deontay Wilder vs Anthony Joshua. Pojedynek dwóch niepokonanych mistrzów, który w moim przekonaniu musi odbyć się w tym roku, a najpóźniej w 2020. Wiele osób chciałoby zobaczyć tych wojowników stojących w ringu na przeciw siebie czekających na dźwięk rozpoczynający pierwszą rundę. Osobiście marzę o nocy, w której będę oglądał poprzednie walki tych pięściarzy aby podsycić drzemiące we mnie emocje odnoście ich starcia, a następnie o godzinie 3:00 obejrzę coś co zapadnie na długo w moim sercu.

Deontay Wilder to nieobliczalna bestia posiadająca miażdżącą siłę ciosu. Jest do tego szybki, ma genialne warunki fizyczne, a jego szczęka mimo iż może nie jest z granitu prezentuje mistrzowski poziom. Wiele jest opinii, że „Bronze Bomber” jest słabo wyszkolony technicznie, i nie potrafi uderzyć poprawnie. Ludzie na portalach bokserskich dość często naśmiewają się z jego sierpowych potocznie nazywając je „wiatrakami”, lecz moim zdaniem to właśnie ten niepowtarzalny, może nawet surowy styl Deontaya powoduje, że na chwile obecną jest nie uchwytny dla innych bokserów. Amerykanin ma to co powinien mieć wielki mistrz czyli wyżej wymienioną siłę ciosu, która potrafi odmienić losy każdego pojedynku. Długo mówiło się o Wilderze, że unika prawdziwych wyzwań i podkręca jedynie swój bilans walk. Jednak w 2019 roku ma on 41 walk z czego 40 wygranych (39 przed czasem) i jeden remis z genialnym Tysonem Fury. W swojej karierze pokonał takich jak: Luis Ortiz, Bermane Stiverne, Gerald Washington, Chris Arreola, Artur Szpilka czy Malik Scott. Aktualnie piastuje mistrzowski pas federacji WBC, którego bronił już 9 krotnie.

Pozostałe pasy IBF, IBO, WBA i WBO posiada równie niesamowity Anthony Joshua. Brytyjczyk wydaje się być lepiej wyszkolonym technicznie, z walki na walkę zdobywa doświadczenie i ringową mądrość co przekłada się później na wynik walki. Mimo młodszego wieku ma bogatsze resume niż jego potencjalny rywal. Zdołał pokonać już klasowych bokserów takich jak: Aleksander Povietkin, Joseph Parker, Carlos Takam, Wladimirn Klitschko czy Dillian Whyte. Anthony skradł serca kibiców na całym świecie między innymi kapitalną wygraną nad ikoną wagi ciężkiej Wladimirem Klitschko. Anglik w trakcie pojedynku potrafi się adoptować co jest bardzo przydatną umiejętnością. Przykładem może być walka z Aleksandrem Povietkinem gdzie w początkowych rundach Rosjanin bardzo dobrze sobie radził i trafiał potężnymi sierpami nawet raniąc mistrza. Im walka trwała dłużej tym co raz to częściej Brytyjczyk znajdował sposób na Aleksandra i coraz to bardziej niwelował jego styl walki po czym ostatecznie brutalnie znokautował Povietkina w 7 rundzie. Podobnie działo się w walce z Josephem Parkerem gdzie zdecydowanie mniejszy ale i szybszy Nowozelandczyk dobrze radził sobie w początkowej fazie pojedynku, finalnie jednak to Anthony opanował sytuację i wygrał wysoko na punkty dokładając do kolekcji mistrzowski pas WBO.

Ich potencjalne starcie jest jednym z tych, w którym ciężko wytypować jest jednogłośnie zwycięzcę. Ile kibiców tyle opinii, jednakże najważniejsze w tym momencie jest to aby ta walka doszła do skutku. Dlaczego jeszcze się nie odbyła? Odpowiedź wydaje się prosta, żaden z promotorów nie chce stracić kury znoszącej złote jaja. Tutaj ewidentnie miesza wcześniej wspomniany biznes, aczkolwiek niedawno pojawiła się w informacja mówiąca o tym, że to Wilder unika tej walki. Wchodząca na rynek bokserski platforma DAZN miała zaoferować Amerykaninowi aż 100 milionów dolarów za trzy walki w tym dwie z Anthonym Joshua. Amerykanin finalnie nie przyjął tej oferty. Czy można mówić tu o strachu? Czy może stacja Showtime, na której aktualnie występuje „Bronze Bomber” skutecznie przekonała zawodnika przedstawiając mu warunki nie do odrzucenia. Jedno jest pewne, jest coraz mniej czasu aby to starcie odbyło się gdy obaj zawodnicy będą w swoim „prime”. Wilder ma już 33 lata, a Joshua 29. Pozostaje nam czekać co przyniesie rok 2019 i 2020.

Czy ta walka będzie kolejnym pojedynkiem na mojej liście nigdy nie odbytych? Czy może z uwagi na zbyt długie wyczekiwanie zajmie miejsce na liście pojedynków, które odbyły się lecz za późno chociażby dla jednego z pięściarzy. Obyśmy otrzymali odpowiedź jak najszybciej…

Dodaj komentarz